środa, 9 października 2013

ROZDZIAŁ 1 "Nietypowe spotkanie..."


 Gdy tylko zobaczyłam Nathalie przy drzwiach , wiedziałam, że należy spodziewać się nowych kłopotów.
  Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła po schodach do góry, do swojego pokoju. Zatrzasnęła drzwi i z radością zaczęła oznajmiać:
-Mam dla ciebie zajebistą nowinę!
-Co zrobiłaś tym razem?-zapytałam podejrzliwie.
 Nathalie wyglądała na obrażoną. Strzeliła focha i pewnie by się długo do mnie nie odzywała, gdyby nie miała tej niby "wspaniałej" nowiny, która zżerała  ją od środka, żeby się uwolnić i wypłynąć z jej ust na światło dzienne.
-Co to wogóle za pytanie? Nie martw się, nic złego nie wymyśliłam. Powinnaś mi być raczej wdzięczna za pomoc...
 Jakoś nie za specialnie byłam o tym przekonana. Ta pełna tupetu blondyneczka, moja kuzynka, całe życie "pomagała" mi, ale jakoś nigdy nie było za co dziękować. Zawsze pakowała mnie w jakieś zwariowane układy, które zazwyczaj się kończyły miesięcznym szlabanem. Wykańczało mnie to...
-W porządku, Nathalie. Za jaką to wspaniałą i zajebistą wręcz pomoc oczekujesz wdzięczności? 
 Nathalie uśmiechnęła się tak szeroko, że bez problemu mogłabym policzyć jej wszystkie zęby...
-Wybieramy się jutro do kina, okey?
-Spoko. I co z tego?-Spytałam zdziwiona tak banalną wiadomością.
-Louis pójdzie z nami i zabierze swojego najlepszego przyjaciela  dla ciebie.
-Serio? Organizujesz mi randkę z nieznajomym?-zawołałam.-Nathalie, zabiję cię!
-Och, Tori....-zaprotestowała Nathalie.- Randka z nieznajomym- to brzmi całkiem nieźle. Powinno się się pomagać singielkom, a więc ja ci pomagam. Po za tym właśnie się przeprowadziłaś do Londynu, a po za tym jeżeli jest to najlepszy przyjaciel Lou, to naturalne, że...
Przerwałam jej natychmiast.
-Nic z tego Nath. Nie wiem co, nie wiem jak, ale mówię kategorycznie nie. N-I-E! Idźcie sami.
-Ależ Tori, wszystko jest już zaplanowane.-zaczęła lamentować i rozkładać ręce w geście bezradności.-Co ja powiem Louis'owi? Co pomyśli o tym wszystkim Hazza?
-Kim jest ten Hazza?-spytałam mimo wszystko z ciekawości.
-Hazza, czyli Harry bądź Harold jest najlepszym przyjacielem mojego Tomlinsona, ofiaro! Na pewno ci się spodoba. On jest....
-Pozwól, że zgadnę. Jest kimś niezwykłym, prawda?-zrobiłam młynek oczami.
-Oczywiście, że tak łosiu. On jest sławnym chłopakiem z naszej szkoły.-powiedziała Nathalie nie zważając na mój sarkastyczny ton.-Gra z Lou w szkolnej drużynie piłkarskiej. Lou mówi, że jest on idealnym obrońcą liniowym.I jest mega przystojny. Gdyby nie Louis to by już dawno do niego startowała...-poruszyła brwiami znacząco.
 Lecz ja na to nie zwracałam, chociaż nawet minimalnej uwagi.
-Jeżeli on jest taki sławny i przystojny, to dlaczego jego najlepszy przyjaciel urządza spotkanie z nim, jak z nieznajomym? Nie idę, Nathalie. To jest moje ostatnie słowo!
 "Oszukała mnie znowu." -pomyślałam, wracając godzinę później do domu swoją białą toyotą:
 "Dlaczego zawsze daje się wplątać w takie rzeczy?"
 To musi być dziedziczne. Ostatecznie to ojciec Nathalie się przyczynił do naszej przeprowadzki do Londynu. Namówił go, że by rzucił dobrą pracę, wrócił z nami do jego rodzinnego miasta i pomógł mu rozkręcić interes z oprogramowaniem komputerowym.
 Ustawianie ludzi w ten sposób Nath ma po prostu zakodowane w genach.
  Właściwie nie miałam nic przeciwko temu, aby przeprowadzić się do Londynu. I przewidywała jak będzie dalej. Nathalie była może trochę co ja mówię. Nathalie jest na maksa szaloną osobą, taką krejzolką, ale ona i ja byłyśmy bardzo zżyte i cieszyłam się, że będę ją widywać każdego dnia. Nawet myśl o pójściu do nowej szkoły nie przerażała mnie. Właśnie dlatego, że miałam przyjaciół w osobie Nathalie i jej chłopaka Louis'a.
  Ale najważniejsze było to, że mogłam uciec od tego zasranego gnojka- Nathana.
  Nathan jest w klasie maturalnej. Był moją wielką miłością. Przystojny, wspaniale zbudowany i dokładnie taki, jak c=sobie wymarzyłam. Dopiero później odkryłam, że jest koszmarnym dupkiem i straszliwym egoistą, ale  nic nie mogło mnie zranić bardziej niż to, że znalazł sobie nową dziewczynę dzień przed moimi siedemnastymi urodzinami. W tym roku postanowiłam zacząć wszystko od nowa. Od początku pracować bardzo ciężko na dobre stopnie, aby później nie stać się znów obiektem żartów i wyzwisk.
 Jechałam ostrożnie. Dostałam prawo jazdy dwa miesiące temu, więc nie miałam jeszcze dużej wprawy w prowadzeniu samochodu.
 Na dodatek droga powrotna nie należała do najłatwiejszych. Nathalie mieszkała przy najbardziej ruchliwej drodze w całym Londynie.
  Chciałam wjechać na autostradę. Nathalie twierdziła,że zawracanie samochodu to nic trudnego, ale myśl o zrobieniu tego przy tak wielkim ruchu napawała mnie przerażeniem.
  Zahamowałam gwałtownie i odczekałam, aż światło na skrzyżowaniu zmieni się na  czerwone, zatrzymując ruch na autostradzie. Wydawało mi się, że teraz zawrócę bezpiecznie. Spojrzałam w tylną szybę samochodu, po czym nacisnęłam gaz i ostro skręciłam.
  Gdy znalazłam się na ulicy, jasne światło reflektorów oślepiło mnie z tyłu, właściwie nie poczułam uderzenia, usłyszałam jedynie głośny trzask.
   Wyskoczyłam mega przestraszona  i pobiegłam obejrzeć uszkodzony tył samochodu. Uderzył w  nieskazitelnie , lśniące czarne ferrari: 

Który wyglądał przed chwilą tak, jakby dopiero co opuścił fabrykę, a teraz miał paskudnie zgnieciony przedni zderzak. Błotnik mojego samochodu był  w podobnym stanie.

  Drzwi ferrari otworzyły się. Chciałam właśnie powiedzieć, jak mi przykro, ale słowa uwięzły mi w gardle na widok kierowcy wysiadającego z samochodu.
 Miał ponad 180 wzrostu, dobrze zbudowany i mega wytatuowany. Twarz była czerwona od powstrzymywanej wściekłości. Wyglądał jak wulkan tuż przed wybuchem.
-Ty!-wrzasnął.-Czy ty w ogóle myślałaś, co robisz, wjeżdżając na autostradę tyłem?! Trzeba być pojebaną idiotką, żeby...
Słowa przeprosin zamarły mi na ustach.
-Ty głupi, krzykliwy neandertalczyku!-odwrzasnęłam z furią.-To wszystko kurwa to twoja wina! Przejechałeś na czerwonym świetle!
-Jakie czerwone światło?! Skręciłem i miałem pierwszeństwo przejazdu,
-Gdybyś uważał  debilu, byłbyś w stanie zatrzymać samochód i nie wjechałbyś we mnie.-byłam coraz bardziej wściekła.
-Sorry, ale jesteś jakąś wariatką umysłowo chorą! Nikt nie jest w stanie przewidzieć co zrobi samochód jadą cy tyłem do przodu po autostradzie!
To stwierdzenie doprowadziło mnie do szału.
-Ja nie jechałam tyłem do przodu, tylko próbowałam zawrócić za nim ktoś nadjedzie.
-Cóż, nie ma o czym mówić.-warknął.-Wypadek się zdarzył i nikt tego nie odwróci.
-Wezwiemy policję?-zapytałam.
Ciągle tajemniczy chłopak był nieźle wściekły.
-Po co? Zderzak jest wgnieciony, ale nie na tyle, aby spisać protokół. Mojemu ojcu i tak nie wypłacą za to ubezpieczenia.
-Rozumiem. Najpierw się wściekałeś, ponieważ uszkodził twoje cudne ferrari, a teraz, bo nie zrobiłam tego wystarczająco mocno, by dostać kasę. Cóż, jeżeli staniesz z przodu, to z przyjemnością dokończę dzieła.
-Och, zamknij się już lepiej i podaj mi swój numer telefonu oraz nazwisko i adres.-powiedział, pisząc coś szybko na skrawku papieru.
    Przeraziłam się.
-Co takiego chcesz?-zapytałam, z nadzieją, że się przesłyszałam.
-Zapisz mi swoje nazwisko oraz numer telefonu i adres..-powiedział cierpliwie, tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem i do tego nie zupełnie rozwiniętym.
-Czy wywarłam na tobie, aż takie wrażenie?-zapytałam podejrzliwie, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu długopisu i kartki.
-Ależ oczywiście. Kocham i strasznie szaleję za dziewczynami, które rozwalają mi mój samochód.-powiedział ironicznie, robiąc przy tym młynek oczami.-Nie bądź, aż tak głupia. To brytyjska procedura w takiej sytuacji.
-Doprawdy? W ilu już  takich sytuacjach byłeś?
-W ani jednej, dopóki nie spotkałem ciebie.-wymieniliśmy się kartkami i przeczytał na głos moje imię i nazwisko.
-Victoria Edwards? To nazwisko już gdzieś słyszałem, ale nie mogę skumać gdzie. Znamy się może?
-Nigdy przedtem cię nie widziałam i nie poznałam, więc mam nadzieję,że więcej razy nie będę musiała.-powiedziałam wyniośle. Chociaż trochę mojej dumy musi wyjść z tego cało. W końcu nie przez przypadek dano mi na imię Victoria, które oznacza zwycięstwo.
 Zostawiłam go z kartką w ręku, wsiadłam do samochodu i ruszyłam nie oglądając się za siebie.
                                                       

                                             * * *


-Nie uwierzysz, co mi się  wczoraj przytrafiło, gdy wracałam od ciebie.-powiedziałam do Nathalie w piątek wieczorem, kiedy obie byłyśmy zajęte zbieraniem się na randkę, do której mnie w końcu zmusiła. Osobiście wybrałam to, do tego zrobiłam lekki make up oraz rozpuściłam swoje kręcone włosy. Natomiast Nathalie założyła to i spięła włosy w kłosa i lekki make up.

-Dobrze jest? Mimo wszystko chcę wyglądać jak najładniej dla tego chłopaka, chociaż go jeszcze nigdy nie widziałam.-powiedziałam.
-Perfekcyjnie. Piękna dupcia z ciebie.-puściła mi oczko.-A teraz opowiadaj co ci się przydarzyło.
-Miałam wypadek.-wypaliłam wprost.
-Tori!-krzyknęła Nath wypuszczając z ręki mascarę. 
-Och, nie był zbyt poważny.-zapewniłam ją.-Ale to chłopak. Brrr...-otrzepałam się.
-Jaki chłopak?
-Ten, którego stuknęłam, a raczej, który mnie stuknął. W każdym razie...
-Ile miał lat?-przerwała natychmiast Nathalie.
-Nie wiem. -powiedziałam.-Może gdzieś tak siedemnaście. A po co ci to wiedzieć?-zdziwiłam się.
-Czy był przystojny?-Nath się coraz bardziej nakręcała.
Myślę, że tak.-powiedziałam z brakiem jakiegokolwiek entuzjazmu.-Ale jeżeli lubisz typy z małym mózgiem, a z dużymi mięśniami.
-Brzmi zachęcająco! Czy dałaś mu po wypadku nazwisko, adres i numer telefonu? Możliwe, że będzie chciał do ciebie zadzwonić.
-Wątpię. Jego interesują jedynie blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek w rodzaju Taylor.
-Skąd wiesz?-spytała zdziwiona.
-Znam ten ten ty, możesz mi wierzyć.
-Nathan?-zapytała mnie Nathalie współczująco/
-Właśnie.
-Ten sam, który porzucił cię dla...
-Blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek, imieniem Taylor. W każdym razie, ten chłopak tak darł jadaczkę, jakby to była moja wina. Wściekłam się do tego stopnia, że nazwałam go głupim, krzykliwym neandertalczykiem.
-Kto to jest Tori?-zapytała mnie blondynka.
-Jaskiniowiec, barbarzyńca. Taki nienormalny, wulgarny facet,
-Spotkałam kilku chłopaków podobnych do niego.-zauważyła podekscytowana tym wszystkim Nathalie.-Jak się nazywa? Może to ktoś, kogo znam.- puściła oczko.
-Zajrzyj do kieszeni mojego płaszczyka. Tam jest kartka z jego danymi. Nie wiem, kto to jest.
  Nathalie popędziła w tamtym kierunku szybciej niż gdybyś powiedziała małemu dziecku, że lody tam dają za darmo.
 Poszłam do łazienki zrobić ostatnie poprawki w moim wyglądzie. Kiedy przyszła do mnie Nath była straszni blada.
-Wszystko okey Nathalie? Wyglądasz, gorzej niż gdybyś zobaczyła ducha.-powiedziałam.
-Czuję się okropnie, Tori. Miałaś rację, ten pomysł na randkę w ciemno, w ogóle nie był dobry. Raczej mega koszmarny.
 Wytrzeszczyłam na nią oczy i patrzyłam jak na jakąś psychiczną istotę.
-Czy tyś oszalała? Po tym wszystkim to mówisz, w co mnie wpakowałaś?
Nathalie nerwowo połknęła ślinę i wykręcała palce.
-Victoria, jeżeli nie lubisz Harry'ego, powinnaś przynajmniej pamiętać, że to najlepszy przyjaciel Lou, a Louis to mój chłopak i nie chciałabym pod żadnym pozorem go ranić i ...
-I to cię niepokoi, głuptasie? Nie martw się. Jeżeli on jest  przyjacielem twoim i Lou, to nie może być aż taki zły.-mrugnęłam do niej.
-No właśnie.-zgodziła się blondynka,-Więc proszę nie osądzaj Harry'ego zbyt pospiesznie i daj mu szansę...
-Nie przejmuj się kochana. To ja powinnam tu być bardziej zdenerwowana, a nie ty.-ucałowałam ją w policzek.
  Właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-O Boże!-zawołała Nathalie.-Oni już są. Tori ja naprawdę, nie miałam zielonego pojęcia...
-Spokojnie, kochana.-zaczęłam się z niej śmiać.
-Tori, dziś wieczorem może zdarzyć wiele rzeczy i niekoniecznie samych dobrych.
-Czy nie sądzisz, że trzeba wpuścić chłopaków?-zasugerowałam.
-Myślę,że tak.-westchnęła niechętnie Nathalie.
  Przeszła korytarzem, jak gdyby szła na krzesło elektryczne, potem gwałtownie otworzyła drzwi frontowe.
-Louis!Harry!-zawołała z lekką histerią w głosie.-Wejdźcie! Czekamy na was. Tori przywitaj się z Lou, a to...-Nathalie przerwała i wzięła głęboki oddech.-A to jest Harry Styles.
   Podeszłam do niego, gdy Nathalie dokonywała prezentacji i w jednej chwili zrozumiałam dziwne zachowanie blondynki.
   Stanęłam twarzą w twarz a z głupim, krzykliwym neandertalczykiem....




_____________________________________________________
  Jeeeej i mamy już pierwszy rozdział za sobą. Trochę długi wiem, ale chciałam przedstawić główne postaci w pierwszym rozdziale. Mam wielką nadzieję, że Wam się spodoba.... Kocham Was i proszę komentujcie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K