niedziela, 11 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 5 "Miłość jest skarbem, gdy jest prawdziwa. Traci swą wartość, gdy jest fałszywa..."




    Po kilku dniach moje życie w londyńskiej szkole ustabilizowało się i właściwie stało się bardzo monotonne. Klasę miałam wspaniałą, ale było coś, czego nienawidziłam każdego dnia-przerwy na lunch. Emma i Agnes przestały przysiadać się do mnie, gdy okazało się, że nie podzielam ich entuzjazmu stosunku do niesamowitości Harry'ego. Z kolei moja duma nie pozwalała mi się przyłączyć do żadnej z grup, w której on był. Czyli musiałam także odrzucić towarzystwo Nathalie. W rezultacie tego wszystkiego musiałam jeść lunch samotnie.

 Miałam zwyczaj zabierać jakąś książkę, która choć trochę umiliła mi samotność, na którą sama się skazałam, ale nie chciałam się przyznać. Styles lub samotność. Dla mnie wybór był prosty, ale nie zawsze musi on być prawidłowy. Drugi powód zabierania książki to taki, że miałam znakomity pretekst siedzenia z dala od innych, co nie było uznawane za dziwactwo, ale także utkwiwszy wzrok w książce mogłam zapomnieć o swoich kłopotach. Jednak szczęście  w smutku, jak można to tak nazwać, nie trwa wiecznie. Któregoś dnia radosny głos Harry'ego musiał mi przerwać błogą ciszę.
-Biedna Tori, opuszczona przez wszystkich. Ohh... Cały świat o tobie zapomniał co za smutek. Żal mi cię kochanie.-po tych słowach uśmiechnął się do mnie tym chamskim uśmieszkiem, który musiałam przyznać był seksowny.
Odłożyłam książkę na bok i wycisnęłam trochę ketchupu na mojego hamburgera, który  leżał przede mną na tacy.
-Uwierz mi, że wolę być sama niż w towarzystwie niektórych osób.-powiedział do niego nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
-Brrr!-otrząsnął się Styles.-Czy mi się zdaję, czy nagle zrobiło się tutaj strasznie zimno?
 Wzięłam książkę i otworzyłam tam gdzie skończyłam czytać.
-Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to trochę jeszcze poczytam, zanim do końca zmarnujesz mój czas.
-Cóż, będzie ci z pewnością łatwiej, jeśli odwrócisz książkę, chyba że czytanie do góry nogami to twoje nowe hobby.-odpowiedział Harry i odszedł chichocząc. 
 Byłam tak wściekła, że miałam ochotę się wrzeszczeć. Zamiast tego zamknęłam książkę z hukiem i rzuciłam w niego. Wzrost Stylesa sprawiał, że był łatwym celem. Wymierzyłam w sam środek jego pleców. Wiedziałam ,że nie powinnam tego robić, ale nie mogłam się powstrzymać. Styles odwrócił się i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Udałam, że zajmuję się moim hamburgerem, jednak ukradkiem spoglądałam na niego. Zatrzymał się i podniósł książkę..Jego brwi uniosły się nieco i na usta wkradł mu się ten szelmowski i sarkastyczny uśmiech, gdy spojrzał na okładkę. Wtedy sobie przypomniałam, że książka, którą w niego rzuciłam to romans.
Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej, schował książkę do tylnej kieszeni w swoich spodniach i podszedł do stołu, gdzie siedziała Nathalie z przyjaciółkami. Już prawie chciałam za nim wołać, żeby zwrócił mi moją własność, ale dzięki Bogu zmieniłam zdanie. Prawdopodobnie oddałby mi ją rozbawiony, a ja nie zamierzałam się poniżać z powodu czytadła za trzy funty. Moja godność miała o wiele większą cenę.
-Cześć, Tori. Mogę się przysiąść?-Nathan Sykes odsunął krzesło i usiadł na przeciwko mnie, zanim zdążyłam zaprotestować.-Czy nie miałabyś nic przeciwko, żeby dokończyliśmy rozmowę, którą rozpoczęliśmy na chemii?
  Nie miałam bladego pojęcia o czym rozmawialiśmy, a jeszcze bardziej nie chciałam zgadywać co to też mogło być...
-Przykro mi Nathan, niestety nie pamiętam.
-Odświeżę ci pamięć .-powiedział i przysunął się krzesłem bliżej mnie.-Znam pewne miejsce, z którego widać jezioro, myślę że ci się spodoba. Just you and J... I do tego księżyc odbijający się w wodzie.
  Masakra, myślałam, że w tym momencie puszczę pawia... Jedna z macek ośmiornicy owinęła się wokół moich ramion i poczułam, jak ogarnia mnie panika.
-Nath mnie woła!-krzyknęłam. Zerwałam się na równe nogi potrącając tacę i zrzucając otwarty, pełen karton mleka wprost na jego krocze.
-Nathan...-jęknęłam.-Tak mi przykro...
-Nic się nie stało.-powiedział z wymuszonym uśmiechem. Chwycił serwetkę i zaczął czyścić spodnie.-Każdemu może się zdarzyć. 
   Nie bardzo wiedząc, co robić, podeszłam do stolika Nathalie i opadłam ciężko na krzesło, na przeciwko niej. Nath była zachwycona.
-W końcu zdecydowałaś się przyłączyć do nas.- powiedziała.-Słuchajcie, to jest moja kuzynka Victoria. Tori witaj w paczce.
   Paczkę można było śmiało określić "Kto jest kim w szkole". Wspaniała brunetka nazywała się Kelly Anderwood, była wydawcą szkolnego rocznika. Obok niej siedział jej przystojny brat bliźniak, Kevin, który razem z Tomlinsonem był podporą  drużyny piłkarskiej. Tom North z kręconymi blond włosami, przewodniczący starszej klasy, siedział przy jednym końcu stołu, podczas gdy Drew Davis, początkujący obrońca drużyny, zajmował drugi koniec. Blondynka, pomponiara, to była Jennifer Riley, a naprzeciwko siedział Styles.  Kiedy Nath skończyła prezentację, odwróciła się do mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Czy wszystko w porządku, Tori? Wyglądasz na mega przybitą. Czy coś się stało?
    Spojrzałam na nią i już miałam wstać.
-Nie, nic takiego.
  Nath odwróciła się i zobaczyła Nathana.
-Znowu nie dawał ci spokoju ten debil?
-Jeżeli chcesz uciec przed Nathanem, to wybrałaś zajebiste miejsce.-puściła do mnie oczko Kelli.
- On naprzykrzał się siostrze Harry'ego całą wiosnę, ale teraz unika zarówno Gemmę, jak i Stylesa jak ognia.
-Kuźwa jestem tak cholernie ciekaw, co tyś mu wtedy powiedział, że się tak wystraszył-Powiedział z udawaną smutną miną Kevin.
 -A dlaczego ty niby sądzisz, że ja mu coś powiedziałem?-zdziwił się Hazza.
-Bo jakbyś mu wpieprzył to jego morda na pewno nie była tam gdzie jest teraz!-wykrzyknąl Louis.
-Z tym to ja się zgodzę.-poparł kolegę Kevin.
-Jak wy we mnie wierzycie. Awww.-wysłał całusa do przyjaciół. 
-Ja nie mogę, jaki romantyk się znalazł...- odparłam sarkastycznie..
Nathalie mi  dała kuksańca w bok.
-Uspokój się... - szepnęła i zrobiła minę pod tytułem "jeszcze słowo,a zginiesz".
-Nawet nie wiesz jaki.-powiedział Harry, po czym wystawił do mnie język.-Oczywiście,że z nim nie walczyłem. Ale to co mu  powiedziałem nie było nawet w małym stopniu tak skuteczne jak metoda Victori.
-Tori idioto, a po drugie to było przez wypadek buraku.
-Ja burakiem?-zapytał zdziwiony Styles.
-Tak ty!
-Ja?!
-Tak ty! Bo jesteś burakiem! Wielki pan burak!
- Odezwała się rzodkiewka!
- Arbuz!
- Arbuzy to ty masz w staniku!
- Osz ty! A ty masz banana w gaciach!
- Bardzo fajnego zresztą. Chciałabyś zobaczyć, co?
- Tak, normalni marzę o tym odkąd przyszłam na świat!
- Chyba się wyklułaś!
- Chyba ty! To nie ja mam mózg jak kurczak!
- Bo masz taki jak nietoperz!  Och Boże, wielka panna Victoria!
- Wielki pan przychlast i jełop Harold!
- Nie nazywaj mnie tak, księżniczko!
- Pfff... Księciuniu się odezwał!
- Dobra, dość już głupia idiotko!
- Dobra pajacu!
- Dobra!
- Dobra!
- Nie mów dobra kiedy ja mówię dobra!
- Dobra!
- Ugghhhhhhhhh!
Wkurzona odeszłam od tego idioty. No co za ugggsdbhivbigbvbsihj! Nie mam normalnie na niego słów!Nagle poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Jeżeli to ten debil to jebnę go z całej siły w tą jego głupią mordę. Zacisnęłam rękę w pięść i już miałam uderzyć gdy nagle ten ktoś się ode mnie odsunął z impetem. Zdziwiona popatrzyłam na ktosia.
-Ale ty... Ty.. No ty.. TY MNIE CHCIAŁAŚ ZABIĆ!!!-zaczął się wydzierać.
 Kiedy zobaczyłam znowu Nathana w pracowni chemicznej, wyglądało na to, że zapomniał o epizodzie z mlekiem. Chciałam mu najpierw powiedzieć, jak było naprawdę, ale rozmyśliłam się I znowu spowodował to Styles. Gdyby ten znienawidzony głupi neandertalczyk nie zmusił mnie do zajęcia miejsca za Nathanem, Sykes nie prześladowałby mnie teraz. Miałam wielką ochotę pieprznąć głową w ścianę, no bo przecież całe zło świata jak zwykle musiało się skupić tylko na mojej osobie.

-Tori ja tylko chciałem cię do nas zawołać, bo zostało dużo jeszcze czasu do lekcji.-próbował się wytłumaczyć Lou.
-Jeju Louis nie tłumacz się tyle.- zaczęłam się śmiać jak głupa, ponieważ jego mina po prostu ugh... To trzeba było zobaczyć.

-Myślałam, że to ten debil...
-Okeeej. To wracasz?-zapytał nie pewnie Louis.
-Yhym. No to chodźmy.
Jak wracaliśmy to szedł metr ode mnie. Myślałam, że tam zaraz umrę ze śmiechu.
-No co tak rechotasz, ja się po prostu ciebie boję.-zrobił minę zbitego pieska, na co ja zareagowałam jeszcze większym śmiechem.
Zajęliśmy miejsca przy reszcie, kiedy nagle Kevin wzniósł ręce w górę i krzyknął:
-Do jasnej cholery, czy mi ktoś wytłumaczy co tu właśnie się stało?
-Victoria zrzuciła karton z mlekiem na spodnie tego nieszczęśnika.-wyszczerzył się Styles.
Jennifer uśmiechnęła się znacząco, a na jej policzkach  pojawiły się dwa dołeczki, najcudowniejsze jakie do tej pory było mi zobaczyć.
-Och, podzielamy twoje zdanie, Tori. Nathan chodził za mną przez cały ostatni rok, a w poprzednim naprzykrzał się Kelli.
-Serio Nath?-zapytałam.-wy wszystkie też byłyście ofiarami Nathana?
 Nathalie wymamrotała coś niezrozumiale z ustami pełnymi hamburgera.
-Nath nigdy nie miała problemów z Nathanem.-wyjaśniał Louis.-Oni się znają niemal od kołyski.
Urażona dziewczyna przegryzła kolejny kęs.
- No i w tym jest największym problem! Cholera, on mnie znał od malutkiej i to go w ogóle nie wzruszało.-zrobiła naburmuszoną minę.
-Idź do niego! Wstań i idź!-wykrzyknął Tim.-Powiedz temu debilowi, co o nim sądzisz.
Uwaga wszystkich skupiła się na Louisie i Nathalie, a ja odwróciłam się do Harry'ego.
-Ekhem... Jeżeli skończyłeś już tę książkę, którą ci... hmmm... pożyczyłam...
-Czyli to teraz się tak nazywa?-zapytał z sarkastycznym uśmiechem.-Powiedz, że sobie tylko żartujesz, a nie pokazujesz swojej głupoty.
-Ja pierdolę, ja chcę ją z powrotem.-powiedziałam w ogóle go nie słuchając.-  Nie zdążyłam jej skończyć czytać.
-Pfff, mogłaś o tym pomyśleć, zanim rzuciłaś nią we mnie.- pokazał mi język, po czym wstał i zabrał swoją tacę. Kiedy był już przy końcu stołu, Drew spostrzegł moją książkę i wyszarpnął ją z kieszeni Harry'ego.
-Cholera. Styles od kiedy ty czytasz takie rzeczy? Bo jeszcze się wystraszę, że jesteś gejem.
-Nie dopraszaj się, żebym ci przypieprzył przy pierwszej napotkanej okazji.-powiedział Harry, po czym zrobił przekomicznie poważną minę.
-Oj dopraszałbym się stary, gdyby tylko nie było na okładce nazwiska Tori. Tori łup!
Drew rzucił książkę w moim kierunku, która musiała oczywiście upaść przed moimi wyciągniętymi rękami.
-Drew, wiesz co ja mam na myśli?- zapytał, uśmiechając się złośliwie.
Nie miałam ochoty oglądać spotykać się z Drew ani oglądać jego wyczynów na boisku, ale kiedy Styles spojrzał na niego tak lekceważąco, zmieniłam zamiar.
Był to jeszcze jeden przykład zdumiewającego egoizmu Harolda. Im częściej widywałam Harry'ego Stylesa, tym coraz mniej go lubiłam, a bardziej nienawidziłam.

 No bo, jeśli dobrze się zastanowić, to wszystkie nieszczęścia, które mnie spotykały od pierwszego dnia w szkole, były dziełem Stylesa. Kurwa, jaka ja byłam głupia i miła, rzucając w niego książką. Powinnam raczej rzucić cegłą. Roześmiałam się głośno, wyobrażając sobie, jak cegła ląduje na jego głowie i tak jak w kreskówkach wyrasta mu gigantyczny guz. Byłam tak zaabsorbowana swoimi myślami, że zupełnie nie przygotowałam się na kolejny atak Nathana.
Pojawił się znikąd niespodziewanie i zmierzał w moją stronę.
-Co byś powiedziała droga Victorio na wspólną wycieczkę dzisiaj wieczorem nad jezioro?-zapytał.
Musiałam się naprawdę powstrzymywać, żeby nie zrobić gestu wymiotowania.
-Cóż Nathan...ja...-mamrotałam, próbując w panice znaleźć jakieś wyjście z tej bezsensownej sytuacji.
-Nie zamierzałaś chyba wylać specjalnie mleko na moje spodnie, prawda?
Kuźwa, on o tym w ogóle nie zapomniał.Nathan zbliżył się na niebezpiecznie bliską odległość.
-Ugh.. No wiesz, właściwie...-Czyżbyś już umówiła się z kimś innym?-spytał.
Tak, tak, tak! Sam mi podsunął pomysł. Już nic nie muszę wymyślać.
-No właśnie o to chodzi! Mam randkę z inną osobą!
-Z kim?- zapytał podejrzliwie.
-Z kim?-powtórzyłam, nerwowo przełykając ślinę.-Och, to jest...-szukałam gorączkowo, jakiegoś imienia, które mogłabym wymienić, ale czułam w głowie kompletną pustkę.Chociaż poznałam już wielu chłopaków w mojej szkole, to żaden nie przychodził mi na myśl. Właśnie w tej chwili zobaczyłam Harry'ego na korytarzu.
-Harry!-zawołałam.Podbiegłam do niego i objęłam go.
Jeśli nawet był zdziwiony, to w ogóle po sobie nie dał tego poznać. Po prostu objął mnie także, przytulił i pocałował w czoło.
-Umówiłaś się ze Stylesem?-Nathan był bardziej zdziwiony, niż gdybym powiedziała mu, że umówiłam się z Godzillą.-Ugh, ja nie wiedziałam, że coś was łączy.
-Ja...on...my...-zaczęłam się jąkać, ale Harold przyszedł mi z pomocą.
-Spotykamy się już od lata.
-Czyli... To znaczy Tori i ty?!-Nathan wyglądał na zupełnie zaskoczonego.-No, ale przecież na chemii nie odezwaliście się ani słowem!
-Och, to była tylko niewielka kłótnia zakochanych-wyjaśnił Harry, mrugnąwszy do mnie porozumiewawczo.-Ale wyjaśniliśmy to już, prawda kochanie?
-To nie jest jedyne rzecz, którą  wyjaśniliśmy.-zamruczałam.
-Przepraszam Tori. Bardzo cię przepraszam Harry. Nie wiedziałem.-Usprawiedliwiał się Nathan, obrócił się dorzucając.-Cholera, co to w ogóle jest...-Odszedł pospiesznie, kręcąc niedowierzająco głową.
Cokolwiek Styles powiedział Nathanowi, kiedy ten nie dawał spokoju Gemmie, musiało to być coś nadzwyczaj skutecznego, bo odszedł przerażony.
-Och Tori, jestem wstrząśnięty-powiedział ze śmiechem.-nie sądziłem, że potrzebujesz opieki.
-No bo nie potrzebuję.-odparłam z godnością. Znalazłam się po prostu w sytuacji, w której musiałam znaleźć jakieś wyjście. To wszystko. Dziękuję, że udawałeś.-powiedziałam dość oschle.
Harry wzruszył ramionami.
-Każdy głupi, wrzaskliwy neandertalczyk lubi dawać przedstawienia.
-Hmm... Nie jestem pewna, czy byliśmy wystarczająco przekonywający.-zmartwiłam się.-Sądzę, że nam nie uwierzył.
-Och, będzie musiał nam uwierzyć.-zapewnił Style biorąc mnie za rękę.
Zmrużyłam oczy.
-Co ty masz zamiar zrobić.-zapytałam.
-Odprowadzę cię do klasy.
-Trafię do klasy, bez twojej pomocy, dziękuję ci bardzo.-mówiąc to próbowałam uwolnić swoją dłoń.
Hazza popatrzył na swój wyimaginowany zegarek ze zdziwieniem.
-Wiedziałem,że letnie romanse nie trwają zbyt długo, ale  dwie minuty to chyba światowy rekord.Już po wszystkim i mamy tak po prostu o sobie zapomnieć?-zapytał z miną zbitego psiaczka.
-Czy ty mógłbyś przestać?
Znowu wzruszył ramionami.
-Dobrze, jeżeli wolisz, żeby Nathan cię prześladował, łapał za ręke, i dyszał do ucha to...
Wcisnęłam Harry'emu moje książki.
-Zamknij się i prowadź mnie do tej cholernej klasy mój chłopaku.-wycedziłam przez zęby.




______________________________________________________

    Przepraszam Was bardzo za tak długą nieobecność. Pojawiam się weną i pomysłami na następne wyde=arzenia związane  z Tori i Harry'm. Spodziewał się ktoś z Was tego zakończenia? Teraz naprawdę będzie się dużo dziać... Kocham was <3



piątek, 25 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 4 "Walka o życie wśród NIEGO-ciąg dalszy"



 Kiedy obudziłam się następnego ranka i zeszłam na dół, zastałam w kuchni małe zamieszanie. Tata zabrał się za przygotowywanie śniadania, a mama, ze świeżo umytą głową owiniętą w ręcznik, prasowała jego koszulę.
-Co się tutaj dzieje?-zapytałam ledwo powstrzymując ziewanie, co i tak nie wyszło najlepiej.
-Chyba będziesz dzisiaj sama, kochanie.-odpowiedziała mama.- Umówiłyśmy się z pośrednikiem z biura handlu nieruchomościami. Rodzice Nathalie również tam będą.  Chyba znaleźliśmy biuro, które można wynająć więc bardzo chętnie przeniesiemy się z piwnicy do tego biura.

- To świetnie! Będę mogła  pracować po szkole na jedną czwartą etatu, a wy możecie mnie wciągnąć na listę płac.-puściłam do nich oczko.
-Czasami wydaje mi się, że i tak jesteś najlepiej opłacanym członkiem naszej rodziny.-powiedział tata śmiejąc się przy smażeniu sadzonych jajek.- Lecz z drugiej strony, jeśli będziesz pracować u mnie, to zarobisz za naprawę samochodu.
-Kurde, dlaczego wszyscy myślą, że ten głupi wypadek był z mojej winy?-zapytałam urażona, na co tata się tylko zaśmiał. Taaa rozumowanie moich rodziców... Przewróciłam tylko oczami i wróciłam do swojego pokoju. Ten poranek nie zaczął się najlepiej. Do tego musiałam czekać, aż zwolni się łazienka i suszarka do włosów. Po prostu świetnie!
   W końcu umyłam włosy i je wysuszyłam, ale i tak wyglądały okropnie, więc związałam je w koński ogon. Później czekał na mnie kolejny problem, czyli co jam mam ubrać. Po przesiedzenie przed szafą 20 minut i wyrzuceniu prawie całej jej zawartości, zdecydowałam się na ten zestaw:

 Rodzice wychodząc jeszcze zawołali, żebym jechała ostrożnie. A ja odpowiedziałam , że zawsze tak jeżdżę. Dopiero wypowiadając te słowa doszło do mnie, że  tak właściwie boję się prowadzić, śmiertelnie się boję. Cały czas miałam przed oczami tamten wypadek. Ten metaliczny odgłos uderzających się o siebie samochodów i te wszystkie okropne rzeczy, które powiedział mi Harry. Wiedziałam, że nie dam rady dzisiaj prowadzić. Może jutro, albo któregoś innego dnia... Pomyślałam, że zadzwonię do ?Nathalie i poproszę, żeby podwiozła mnie dzisiaj. Poszłam do swojego pokoju bo mojego Iphona i wybrałam numer Nath. Nie odbierała... Wyszłam przed swój dom  i ujrzałam oddalający się samochód mojej kuzynki. Akurat dzisiaj Nathalie musiała wcześniej pojechać... Z westchnieniem pobiegłam na przystanek autobusowy.
   Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu pierwsze lekcje w szkole nie były takie złe. Kilka przyjaciółek Nathalie pamiętało mnie mnie z wczorajszego dnia, a dziewczyna, która siedziała za mną na matematyce zauważyła, że ja i Nath mamy te same nazwiska.
-Nazywasz się Victoria Edwards, prawda?-zapytała, kiedy kończyła się trzecia lekcja i rozległ się dzwonek.-Czy jesteś spokrewniona z Nathalie Edwards?
-Jesteśmy kuzynkami.-odpowiedziałam, biorąc książki i idąc w stronę drzwi.-Mój ojciec i ojciec Nath to bracia...
    Nagle poleciałam na ścianę. Sala gwałtownie zawirowała mi przed oczami, następnie ktoś chwycił mnie i przytrzymał, żebym odzyskała równowagę. Nie musiałam nawet podnosić głowy, bo i tak wiedziałam, że to Styles wpadł na mnie.
-Czy nic ci nie jest, Tori?-spytał, ciągle jeszcze mnie trzymając.
-Myślę, że nic.-powiedziałam słabo. Nie zapytałam czy jemu nic nie jest. Ale skoro był wyższy o jakieś 10 cm i cięższy o jakieś 20 kg doszłam do wniosku, że nie było to konieczne.
Harry puścił mnie i podniósł książki.
-Ej no Styles, nie atakuj dziewczyn, większe sukcesy odniesiesz jako ich obrońca.-poradził mu jakiś chłopak.
Inny zaśmiał się.
-Kiedy Harry wpada na dziewczynę, to dopiero jest zderzenie.-dodał.
   Wyrwałam Stylesowi swoje książki i pobiegłam na korytarz. Po raz pierwszy, odkąd przeprowadziliśmy się do Londynu, pomyślałam o moich starych przyjaciołach i szkole. Chyba zaczynałam tęsknić i trochę żałować, że tutaj przyjechaliśmy. "Nie myśl o tym- mówiłam sobie- to tylko pogorszy sprawę..." Wiedziałam, że mogę zwierzyć się  Nathalie ze wszystkick swoich problemów. Chciałam to zrobić, ale kiedy spotkałam ją na w stołówce, Nath miała inne plany.
-Siadaj z nami Tori, zapoznam cię z naszą paczką.-powiedział uśmiechając się do mnie.
Wskazała stół, przy którym siedzieli Louis i Harry z jakąś blondynką, piękną brunetką i trzema chłopakami, których wcześniej nie widziałam.
-Czy paczka obejmuje również Stylesa?-zapytałam.
 Nath skrzywiła się.
-Serio? Znów zamierzasz zacząć wszystko od nowa?-zapytała przewracając oczami.
Potrząsnęłam głową.
-Nie. Mam dość Harrego do... Nich pomyślę, a już wiem. Do końca życia.
  Zakończyłam naszą rozmowę przysiadając się do do dwóch dziewczyn, które poznałam w bibliotece, a które przedstawiły się jako Agnes i Emma.
-Nie odwracaj się.-szepnęła podekscytowana Emma, gdy jedliśmy lunch.-Nie zgadniesz kto się nam przygląda. Nie kto inny, jak sam Harry Styles.
-Bujasz.-wykrzyknęła Agnes, odwracająć się nagle.
-Jest zajebisty.
-No bez przesady. Nie jest wcale taki wspaniały.-wymamrotałam od niechcenia, nawet nie podnosząc  wzroku od talerza.
-Nie jest wspaniały? -wykrzyknęły obydwie.
-Czy ty zwariowałaś?-zapytała mnie Agnes - Nie ma dziewczyny   w tej szkole, która nie szalałaby na jego punkcie.
-Owszem jest.-powiedziałam sucho.-Tak długo, jak będę w tej szkole, to będę taką dziewczyną. 
   Obydwie mnie zmierzyły mnie wzrokiem, który nie ukrywał pogardy. Taa , też was kocham.
  Zaczęła się piąta lekcja, a ja dalej się zastanawiałam , dlaczego Agnes, Emma i cała żeńska część szkoły tak szaleje za Harrym, kiedy nagle zobaczyłam, że wchodzi do pracowni. Wszystkie dziewczyny stłoczyły się wokół niego, czekając na nauczyciela. Wszystkie, prócz mnie pozostawiając mnie na pastwę Nathana Sykesa. Ale i ja, mimo że rozmawiałam z Nathanem, spoglądałam ukradkiem na drugą stronę sali , gdzie Harry rozmawiał z blondynką, którą widziałam w barze.
-Założę się, że ma na imię Jennifer.-mruknęłam, przerywając Nathanowi w pół zdania.
 Sykes podniósł brwi.
-Blondynka? Tak. Skąd wiedziałaś?
-Zgadłam- powiedziałam z goryczą.
   Harry nie próbował nawet ze mną rozmawiać i nie bardzo wiedziałam, czy mam z tego powodu się cieszyć, czy martwić. Oczywiście, nie lubiłam go i nie pragnęłam jego towarzystwa. Z drugiej strony winien mi był przeprosiny za niedawne zderzenie.
-Tori, chciałabyś?-głos Nathana przerwał moje rozmyślenia i dotarło do mnie, że czeka na odpowiedź. Uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia o co on pytał.
-Przepraszam cię Nathan. Zamyśliłam się...-zaczęłam i w tym momencie przerwał mi dzwonek.
-Porozmawiamy o tym później.-szepnął po czym pocałował mnie w policzek. Doznałam nieprzyjemnego uczucia, że Nathalie nie bez powodu przestrzegała mnie przed nim.
  Sykes próbował ze mną rozmawiać po chemii, ale uciekłam, zanim do mnie podszedł. Godzinę później , po ostatniej lekcji, odbyłam jeszcze jedną wędrówkę do mojej szafki, ciesząc się, że przetrwałam dzień mając tylko jeden wypadek. Niestety los mi nigdy nie sprzyja. Harry stał przed swoją szafką i układał książki. Nie powiem byłam trochę zdziwiona jego widokiem. Myślałam, że jest na treningu. Po chwili dopiero sobie przypomniałam, że Louis powiedział dzisiaj Nath, że drużyna będzie oglądać filmy z poprzednich meczy, więc wyjdą dzisiaj wcześniej. Więc bez dwóch zdań nie było możliwości , aby Harrego ominąć. Pomaszerowałam do swojej szafki. Uklękłam, życząc Nathalie w duchu wszystkiego najlepszego, za  to, że wybrała szafkę, akurat w tym miejscu. Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwiczek szafki Stylesa i jednocześnie poczułam silne szarpnięcie za mój koński ogon.
-Auuu!-jęknęłam.
   Harry kuż odchodził, ale się odwrócił, słysząc jęk.
-Czy coś się stało?-zapytał ze zdziwieniem.
Wyzywałam go od wszystkich głupich  kretynów w głowie, lecz do niego tylko powiedziałam:
-Moje włosy! Przytrzasnąłeś je drzwiczkami swojej szafki!
-No, no, no-powiedział, a jego złośliwy uśmieszek przemknął po jego twarzy.-Bardzo interesująca sytuacja. Nie sądzisz tak Victorio?
-No po prostu ubaw co nie miara. Nie wiem jak ja mogę jeszcze nie leżeć  i turlać się na podłodze ze śmiechu.-powiedział sarkastycznie, po czym trochę spuściłam z tonu.-Styles, no proszę, uwolnij mnie.
    Popatrzył na mnie z góry, ciągle złośliwie się uśmiechając.
-Wow, potrzebujesz mojej pomocy. Po prostu nie wierzę.
-Uwolnij mnie!-krzyknęłam ze złością, lecz próbowałam, co w cale nie było łatwe, nie powyzywać go od kretynów i debili.
-Uwolnię cię za kilka minut.-odpowiedział, po czym usiadł po drugiej stronie opierając się o szafki.-Poczekajmy, aż wszyscy wyjadą, zanim zostanie wypuszczona Niszczycielka Tori i będzie mogła terroryzować kierowców na autostradzie.
-Uwolnij mnie, Jason!-wykrzyknęłam, zanim uświadomiłam sobie znaczenie swoich słów.
   Styles podniósł brwi.

-Jason? Kto to jest Jason? Jestem Harry Głupi Neandertalczyk, zapomniałaś?-mówił zdziwiony.
-Wypuścisz mnie, czy nie?- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Dopiero wtedy, gdy dowiem się, kim jest Jason.-powiedział Harry.
  Byłam strasznie na niego wściekła, ale nie na tyle, żeby nie docenić, że jest przystojny. Miał pewne siebie uparte spojrzenie, co było sprzeczne z jego ciemnymi loczkami.
-Jason to beznadziejny, bez mózgowy tępak, kretyn, debil i wszystko inne. -warknęłam.
-Nic dziwnego, że nas pomyliłaś.-odrzekł.
  Spojrzałam na niego groźnie.
-Wow...Normalnie powinieneś dostać Nobla. A teraz czy byłbyś tak łaskawy mnie uwolnić, zanim ucieknie mi autobus?
  Harry podniósł się szybko. Otworzył szafkę i uwolnił moje włosy. Pozbierałam książki i pobiegłam ile sił miałam do drzwi. Niestety, ostatni autobus właśnie ruszał.
-Serdeczne dzięki.-jęknęłam, gdy Styles mnie dogonił.- Teraz muszę spróbować znaleźć Nathalie, żeby mnie odwiozła do domu.
-Autobus uciekł ci z mojego powodu, więc ja cię odwiozę do domu.-powiedział.
-Taa, chyba po moim trupie. Nie, dzięki, ale już miałam okazję zobaczyć jak prowadzisz. Z Nath będę bezpieczniejsza.- odpowiedziałam, zmierzając w stronę parkingu.
  Harry szedł ciągle koło mnie.
-A właściwie dlaczego przyjechałaś autobusem?
-Mój...mój samochód nie jest jeszcze naprawiony.-skłamałam. Nawet Nathalie nie powiedziałam, że boję się siąść za kierownicą, więc tym bardziej jemu tego nie powiem. 
   Kiedy zbliżaliśmy się do parkingu, zauważyłam oddalający się samochód mojej kuzynki.
-No nie!Kurde!-zawołałam. Złapałam moją torbę z książkami i rozpoczęłam pościg po asfaltowej drodze za odjeżdżającym autem Nathalie. Kiedy dogoniłam go, szarpnęłam tylne drzwi i wskoczyłam do środka, podczas gdy samochód nadal jechał.
-Nath, błagam cię podwieź mnie do domu...-wysapałam upadłszy bez sił na tylne siedzenie.
   Nagle zobaczyłam, że Styles machnął niedbale ręką, wyprzedzając nas swoim  ferrari.
Nathalie też mu pomachała, a ja pokazałam mu środkowy palec.
-Boże, Tori mogłabyś być milsza.-pouczyła mnie Nath.
-Taa jasne...-odpowiedziałam ze złośliwym uśmiechem.-Powiedz mi, Nath, która klasa ma czwartą lekcję z panem Andersonem?
-Chodzi o fizykę? Hazza właśnie szedł na fizykę, kiedy wpadł na ciebie.
-Skąd o tym wiesz?-zapytałam zdziwiona.
-Lou mi o tym powiedział. Szedł z Harrym do klasy. Powiedział, że Harry martwił się czy ci się nic nie stało. Wiesz to było bardzo miłe i romantyczne.
   Wzniosłam oczy do nieba.
-O, to było cudowne. Prawie jak czołowe zderzenie z ciężarówką.
    Ale to nie była prawda. Ciężarówka nie ma tak silnych ramion, nie jest tak ciepła i  nie roztacza tak bardzo przyjemnego męskiego zapachu.

     Przez moment zawstydziłam się, ale zaraz poczułam nagły przypływ gniewu. Styles zniszczył mój samochód. Ale to nic w porównaniu z tym, do jakiego stopnia zburzył mój wewnętrzny, wieczny spokój.  








___________________________________________________________________________



 Dzisiaj jest pierwszy koncert One Direction trasy  Where We Are. Boże tacy nasi mali chłopcy. Szkoda, że nie będę na żadnym z tych koncertów. Ale szczerzę wierzę, że kiedyś Polska się znajdzie w tej liście. Niall na TT: 
  "Jesteśmy wdzięczni za wszystko!Nie mogę uwierzyć, że ci 
chłopcy grają dziś wieczorem na stadionie! Dziękuję Wam 

bardzo! Kocham Was"




Przepraszam za tak długą nieobecność, ale postaram się teraz dodawać co tydzień, chyba że uda się częściej... KOCHAM WAS!!!

sobota, 18 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 2 " Ten Pan i ta Pani są na siebie skazani..."



    CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!



   Kolejna lekcja w czyteli minęła bez żadnej sensacji, ale kiedy szłam na czwartą lekcję, którą była chemia, i dotarłam do sali pełnej maszyn do pisania, pomyślałam,żze zabłądziłam. Sprawdziłam numer klasy na planie, a potem na drzwiach. Niestety zgadzały się. Napewno pomyliłam budynki. Wyszłam na zewnątrz i znalazłam się na dziedzińcu otoczonym jednakowymi zabudowaniami z czerwonej cegły.
- Tori, zgubiłaś się?- rozległ się czyiś rozbawiony głos.
  Na ułamek sekundy stanęło mi serce,  z obawy, że to Styles. Szybko obróciłam się na pięcie. Uch... Co za ulga, przede mną stał Tomlinson.
- Lou! Boże, jak się cieszę, że cię widzę.-uśmiechnęłam się.- Nie mogę znajść gabinetu chemicznego, bo nie mam pojęcia, w którym on jest budynku... Błagam cię pomóż...
-Chodź zgubo, zaprowadzę cię.-odpowiedział na co obydwoje wybuchliśmy śmiechem. 
- Wielkie dzięki .- powiedziałam, gdy doprowadził mnie pod właściwe drzwi.
  Lekcja na szczęście się jeszcze nie zaczęła, ale sala była już prawie pełna. Rozejrzałam się i dostrzegłam dwie wolne ławki na końcu sali. Jedną z nich ustawiono dosyć daleko od wejścia, za ławką, w której siedział przystojny brunet, którego jeszcze nie zdążyłam spotkać. Druga ławka stała naprzeciwko. Zgadnijcie kto w niej siedział? Oczywiście nie kto inny jak Harry Styles. Wahałam się tylko przez chwilę. Szybko przeszłam obok tego tępaka i usiadłam za przystojnym nieznajomym.
 Nagle chłopak przede mną odwrócił się i powiedział:

- Czy masz pożyczyć niebieski długopis na chwilę?- uśmiechnął się przy tym słodko.
- jasne.- podałam mu z olśniewającym uśmiechem.
- Witaj ślicznotko.-powiedział, oglądając mnie od stóp do głów.- Jak się naxywasz?
-Victoria, Victoria Edwards.
 Poczułam, że mój uśmiech  przygasa, a on niczym zrażony dalej się na mnie gapi.
- Jestem Nathan Sykes.-powiedział. -Nie sądzę, abym widził cię przedtem w szkole Tori. Nigdy nie zapomniałbym takiej ładnej dziewczyny.
- Nie widziałeś. Jestem tutaj nowa.
- No więc witaj w Londynie Czuję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.
 Jego palce dotknęły moich, gdy oddawał mi długopis i czułam, że zrobił to z oczywistym zamiarem. Wiedziałam, zę na stuwę nie chcę, abyśmy stali się "dobrymi przyjaciółmi" i prawie zdecydowałam się przesiąść na inne miejsce. Prawie, ale nie całkiem...
  Nsstępne kilka minut próbowałam ochłonąć po rozpowie z Nathanem, jednocześnie słuchając, co mówi nauczyciel, co wcale nie ułatwiało mi zadania. Poczułam nieopisaną ulgę, gdy zadzwonił dzwonek. Ruszyłam do drzwi, aby wyjść przed Stylesem i Sykesem. Kiedy dotarłam do szafki, Nathalie i Louis już tam byli.



- I jak tam Tori? Nigdzie nie zabłądziłaś?-uśmiechnęła się do mnie moja  kochana kuzyneczka.
- Nie, dzięki Lou.-odpowiedziałam.- Nie mogłam znajść tego gubiego gabinetu chemicznego, ale Louis mnie zaprowadził. Jaką masz następną lekcje Nath?
 Nathalie sprawdziła plan, po czym powiedziała: 
-Angielski z panem Ryan. Co ty na to?
-Zajebiście! Bałam się, że nie będziemy mieć razem już żadnych zajęć.
  Chwyciłyśmy się pod ramiona i poszłyśmy do klasy. Kiedy usiadłyśmy zapytałam Nathalie:
- Co wiesz o Nathanie Sykes'ie?
Jęknęła.
-O, nie. Już go poznałaś?
-Mamy wspólnie zajęcia chemiczne. Właściwie siedzę tuż za nim. Myślę, że spoko i dość miły no i oczywiście zajebiście przystojny...
-Ooo tak.-zgodziła się Nath.-I wie o tym doskonale. Myśli, że każda laska za nim szaleje. Gdy tylko dorwie jakąś wolną dziewczynę, oplata ją jak kałamarnica.
-Że jak co?
-Jak kałamarnica. No młotku, no wiesz, taka z ośmioma ramionami.
-Nath... Kałamarnice mają dziesięć ramion. Chyba myślałaś o ośmiornicy. Pamiętasz z biologii?
-Kurdę, Tori! Zapomnij o biologii. Próbuję cię ostrzec, bo Nathan Sykes z pewnością będzie się chciał z tobą umówić. Posłuchaj mojej rady-nie IDŹ! Znajdź jakieś usprawiedliwienie. Ten debil nie znosi odmowy.-miała przy tym strasznie poważną minę.
 W trzydzieści minut później zadzwonił dzwonek i zakończył się mój pierwszy dzień w szkole w Londynie.
    Kurdę, co to był za dzień! Prawie się zgubiłam, zostałam odnaleziona, niechcący poderwałam chłopaka i byłam prześladowana na każdym kroku przez Harry'ego Styles. Jeśli to wszystko zdarzyło się tylko w ciągu paru godzin, to co będzie później?


______________________________________________________



  Witam Was kochani z drugą częścią! :D Wiem,  że szału nie ma, ale dopiero się rozkręcam.  Kocham Was i życzę dobrej nocki...






                                                                                                                           Kate

wtorek, 14 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 1 “ Utopiona w czerni nocy, zagubiona w świetle dnia “



      CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!! 
    Pierwszy dzień w szkole, a właściwie połowę dnia zajęło mi odnalezienie swojej klasy, zabranie książek, odszukanie mojej szafki i inne tego rodzaju głupie rzeczy. Mama odwiozła mnie rankiem do szkoły.
-Zdenerwowana?-zapytała, gdy dojeżdżaliśmy do centrum.
-Trochę.-Powiedziała,. choć tak naprawdę chciałam krzyczeć z przerażenia.
-W końcu poznałaś parę osób. Znasz Nathalie i Louis'a, oraz tego chłopaka, kochanie jak on to miał na imię?
-Harry...
-No więc masz kilku przyjaciół.
-Mamo, jeżeli w tej szkole znajdę więcej takich przyjaciół jak Harry, to doprawdy będzie to zajebiście wyjątkowa szkoła!
   "No to mnie pocieszyło. Dziękuje mamo..." Pomyślałam i przewróciłam oczami. 
-Czy z nim jest coś nie tak?- zapytała mama.
-Jakby to powiedzieć... Po prostu trudno to wyjaśnić, jak go poznasz to zrozumiesz...
-Chciałabym być w domu jak zaprosisz go do nas, ale niestety rodzice Nathalie prosili mnie i ojca o przyjazd do nich  podpisanie jakiś dokumentów... O. popatrz! To już tutaj.-zawołała mama patrząc ze wzruszeniem na szkołę, do której sama chodziła dwadzieścia sześć lat temu.
-Nic się na zewnątrz nie zmieniła.- zauważyła zdziwiona.
  Musiałam przyznać, że szkoła wyglądała imponująco. Ale ten wielki budynek przypominał labirynt po którym ani ja, ani mama nie umiała się poruszać. Chodniki prowadziły do zabudowań, przy których tłoczyło się mnóstwo nastolatków, którzy byli ubrani w drogie, markowe ciuchy. Spojrzałam na siebie... Cieszyłam się, że akurat zdecydowałam się na ten zestaw.

Czułam się zagubiona. Na szczęście Nathalie wybiegła mi na spotkanie, gdy tylko zauważyła nasz nadjeżdżający samochód.
- Och, Tori, będzie zajebiście!- powiedziała po odjeździe mamy, przytulając mnie.- Zajęłam dla ciebie szafkę. Chodź, to ci pokażę.
 Nathalie pociągnęła mnie za sobą po przez  szkołę, zatrzymując się często, aby przedstawić mi ludzi, których mijałyśmy w korytarzu. Wyglądało na to, że nie ma tutaj osoby, której by nie znała.
- Jesteśmy na miejscu kochana.-powiedziała w końcu. Palcem pokazała rząd metalowych szafek.- Numer 169.
- Nath, czemu nie chcesz szafki w lepszym miejscu?- zapytałam, ponieważ znając moją kuzynkę zawsze chciała to co najlepsze.
- To nie jest złe. Po za tym to jedyne wyjście, żebyśmy oboje, czyli ja i Lou mieli szafki blisko siebie. On ma numer 170. 
 Wow, moja kuzynka umie czasami używać tego co ma w głowie. Alee właśnie to mnie martwi. Coś tu nie gra.
- Gdyby Louis był dżentelmenem-zauwaźyłam.-odstąpiłby ci swoją szafkę w lepszym miejscu i nie zboczonym numerem.
Taa... Moje zboczone skojarzenia są dziwne... Zawsze w najmniej odpowiednij chwili muszą dać o sobie znać. 
-Cóż, chciał to zrobić, ale ja z kolei bardzo chciałam, abyśmy obydwie miały szafki blisko Lou i Hazzy, to znaczy blisko Lou...-zakończyła zmieszana
Wtedy zrozumiałam, kto podsunął taki zajebisty pomysł z tymi szafkami. Oczywiście kochany Harry. Lecz postanowiłam być spokojna i nie zaczynać kolejnej wojny z Nath...
-A swoją drogą, gdzie jest Louis?-zapytałam.
- Poszedł na parking wziąść kartę parkngową.-odpowiedziała.-Ano, ty też będziesz jej potrzebować jeśli chcesz przyjeżdżać autem do szkoły. Kosztuje podajże 5 funtów.
 Poczułam lód w żołądku, gdy dotarły do mnie słowa Nathalie. Jutro chciałam przyjechać do szkoły autem, ale nie siedziałam za kierownicą, w którym zderzyłam się z Harrym. Kurdę, nie zdawałam sobie sprawy, że nadal jestem przerażona widokiem wkurzonego krzykliego, głupiego neandertalczyka, który wyskoczył z samochodu. 
-Ziemia  do Tori!-głos Nath przywrócił mnie do rzeczywistości.-Chcesz tu tak stać?
- Przepraszam, zamyśliłam się
- No przecież nie możesz tu tkwić do jutra.-powiedziała.-Znam  ciekawsze sposoby spędzania czasu, więc rusz ten swój zgrabny tyłeczek i w drogę.
Zaśmiałyśmy się obydwie. Po czym poszłyśmy do klasy. Znalazłam się w tłumie nieznanych mi ludzi. Pierwszą lekcją była historia Wielkiej Brytani. Nauczyciel sprawdził obecność i rozdał książki, ja wzięłam swoją i schowałam do szafki. Moje obawy się potwierdziły. Harry na moje nieszczęście, też był tutaj, właśnie chowałał do swojej szafki, ktora była na wprost mojej.
- No, no...-powiedział.- Przecież to nasza kochana niszczycielka Tori. Zignorowałam go zupełnie i nadal klęczałam przed swoją szafką.
- Czy na kolanach mnie prosisz o wybaczenia za za chamskie potraktowanie mojego ślicznego samochodziku?-kontynuował.
- Taa, jasne. Chciałbyś...-odpowiedziałam z godnością oraz pogardą skierowaną do niego, na jaką było mnie stać w tej sytuacji. Potem już nie odezwaliśmy się do siebie. On poszedł do swojej klasy na następną lekcję, a ja po przerwie miałam algebrę. 
 Nauczyciel rozdał książki i wkrótce zaczęłam szukać długopisu w torbie, by napisać swoje nazwisko na wewnętrznej stronie okładki. Kiedy już odnalazłam zgubę otworzyłam książkę. Na pierwszej stronie widniało nazwisko użytkownika książki z poprzedniego roku- Harry Styles. “To się musi źle skończyć.“-pomyślałam-"Ciągle natykam się na tego debila.“

_____________________________________________________


 Przepraszam Was bardzo, że dopiero teraz pojawia się ten rozdział,ale nie pisałam długo bo najpierw były problemy z blogspotem, a później, laptop zebcuty i sprawy rodzinne. Ten rozdział dawno napisałam i już powinien być , a dopiero dzisiaj wchodzę i patrzę, że jest tylko w roboczych. Moja mina to takie WTF, no ale zawsze spoko...xD



                






niedziela, 20 października 2013

Przeprosiny!!!


Naprawdę bardzo Was przepraszam, że w tym tygodniu nie do dałam nowego rozdziału, ale byłam chora. Byłam tak  słaba, że ciężko mi było nawet wstać z łóżka, bo do tak prostej czynności musiałam wykorzystywać resztki sił, co było dla mnie wielkim wysiłkiem... Całe dnie spałam i słuchałam naszego kochanego zespołu, które mnie trzymało tylko przy tym, abym dalej walczyłam, ponieważ miewam takie dni jak każdy- pełne zwątpienia i niechęci do życia, lecz zawsze wtedy słucham 1D i mówię sobie, że chłopcy nie byliby dumni ze mnie, oraz z mojego zachowania....  Przepraszam Was naprawdę z całego z serca i naprawdę nie wiem kiedy dodam następny rozdział, ponieważ na razie muszę nadrobić zaległości w szkole... Kocham Was bardzo <3

czwartek, 10 października 2013

GOOD LUCK!!!!

 Jeżeli ktoś z czytających tego bloga idzie jutro na olimpiadę z języka polskiego życzę mu powodzenia! ;) Ja się tak denerwuję, że masakra. Ugh... POMOCY!!!! Dla wszystkich, którzy wątpią w swoje umiejętności mam coś do przekazania....
  
 Tutaj nasz seksowne dupeczki modlą się i dziękują za to, że mają nas. Tak jak my dziękujemy, że mamy ich i te zajebiście seksowne głosiki... ;)
  
 A tu ukazują, że wszystko jest możliwe. Jak bardzo będziemy chcieć to do wszystkiego dojdziemy...
A tutaj mówią: "Always stay strong" Musimy tylko bardzo czegoś pragnąć, a wszystko jest możliwe. Czasami może nam się coś nie udać, ale nigdy nie można się poddać. Po prostu człowiek uczy sie na błędach...





  Proszę Was trzymajcie jutro za mnie kciuki... ;) Wczoraj mnie prosiliście, więc dodałam drugi rozdział, a trzeci postaram się dodać w sobotę... Kocham Was :*
ROZDZIAŁ 2 "Boże... I co teraz?!"


  Atmosfera w salonie u Nathalie w domu była strasznie napięta i sztywna. Ja i Harry staliśmy i gapiliśmy się na siebie ze złością i urazą, gdy Nath patrzyła błagalnie na nas dwoje.
Jedynie nic nie podejrzewający Louis nie stracił dobrego humoru.
-Victoria przebywa w Londynie dopiero niecały miesiąc.-wyjaśnił Lou.-Jakie wrażenia, Tori?
-Lubię jasne sytuacje.-powiedziałam, patrząc na Harry'ego wściekłym wzrokiem.
-Powinnaś być ostrożna, kiedy jeździsz po Londynie, Tori.-zauważył Harry.-Nie uwierzysz jak dużo ostatnio stłuczek widziałem na autostradzie.
-Chodźmy już do kina.-powiedziała pospiesznie Nathalie, popychając Louis'a w kierunku drzwi.
-To jest to, o czym zawsze marzyłem.-mruczał Harry.-Randka z Niszczycielką Tori! Kurdę. Nic dziwnego, że kojarzyłem twoje nazwisko. Przecież słyszałem je od Lou...
-Wierz mi, jest wiele rzeczy, które o wiele bardziej wolałabym robić niż iść teraz z tobą.-odparłam.-Na przykład mogłaby przejechać po mnie ciężarówka lub mieć jakąś cholernie bolesną operację, ale i tak to by było lepsze.-wystawiłam mu język.
-Zajebisty pomysł. Proponuję amputację twojego prawa jazdy.
  Harry był bardziej rozbawiony, niż zły. Po raz pierwszy zrozumiałam, że Harry ma bardzo seksowny uśmiech. Potrafi być miły, jeśli chce, zauważyłam urażona. Mój nastrój w tej chwili można by było określić jako bardzo ponury i przygnębiający. Pomyślałam, że to strasznie głupie, śmiać się z wydarzenia, które najchętniej bym zapomniała, a;e również się uśmiechnęłam.
-Kto prowadzi?-zapytałam, kiedy wyszliśmy ze Lou i Nath z domu.
-Lou.-odpowiedziała Nathalie, na co Louis wyszczerzył swoje śnieżnobiałe ząbki. 

-Uff.Co za ulga!-zauważyłam, chcąc dokuczyć Harry'emu. Nie powiem, co raz bardziej mnie bawiło dokuczanie loczka.
Nie mogę prowadzić, gdyż mój samochód jest dziwnym trafem w naprawie.-powiedział gniewnie ?Harry.
-Według mnie nie powinieneś prowadzić swojego auta nawet przed naprawą.- powiedziałam zadziornie.
  Poszłam przed nim razem z Nathalie oraz Louis'em, ale podejrzewałam, że  Harry w dalszym ciągu suszy ząbki z mojego powodu... 
  Usiadłam na tylnym siedzeniu, Harry koło mnie mnie, a Nath z Lou z przodu.
  Louis włączył silnik i wyjechał z podjazdu z spod domu Nath.
-Hej, Lou!-zawołał Harry.-Zanim wyjedziesz na autostradę , nie zapomnij rozejrzeć się, czy nikt przypadkiem nie nadjeżdża pod prąd. Nie uwierzyłbyś ile ludzi to ostatnio robi.
-Może chcesz wysiąść?-syknęła.-Obiecałam Nathalie, że będę miła dla ciebie, więc w zamian choć przez chwilę zachowuj się jak cywilizowany człowiek.-prychnęłam.
-Przepraszam cię moja kochana Tori, ale  nie wiem jak zachowuje się cywilizowany człowiek, ponieważ jestem neandertalczykiem. Czyżbyś zapomniała?
-Głupim, krzykliwym neandertalczykiem...-poprawiłam go.
  Kiedy przyjechaliśmy do kina, Nathalie ija szukałyśmy naszych miejsc, a chłopcy poszli po pepsi i popcorn oraz żelki.
-Robię to dla ciebie Nath.-powiedziałam, kiedy przechodziłyśmy między rzędami.- I będzie to ostatnia rzecz, jaką robię dla ciebie!-oznajmiłam wkurzona.
 Nathalie jęknęła i przejechała dłonią po włosach, zapominając, że ma spięte w kłosa. To jej stary nawyk, kiedy się denerwuje lub jest czymś przejęta.
-Boże, przykro mi Tori. Ale skąd ja kurde mogłam wiedzieć, że stukniesz jego samochód?
-Co? Nathalie ja go nie stuknęłam, to raczej on M-N-I-E...- przeliterowałam wkurzona.
-Okey. Porozmawiamy o tym później, bo właśnie chłopcy wracają.
  Stwierdziłam, że jeśli ktoś chce umówić się na randkę z nieznajomym, to kino jest miejscem wprost stworzonym do tego. Nie trzeba rozmawiać, ani patrzeć na siebie. A do tego nie masz za bardzo czasu, żeby zrobić z siebie niezłe pośmiewisko.
  Pocieszyłam się tą myślą i usiłowałam zapomnieć o przyczynie swojego niepokoju, jak zarówno i gniewu, koncentrując się na akcji filmu.
 Piłam powoli pepsi, patrząc na wielki ekran, na którym biały sportowy samochód zamienia się w kulę ognia.
Harry nachylił się do mnie i szepnął do ucha:
-Nie chciałabyś być na miejscu tego kierowcy,bez żadnej szansy, prawda?
 Zakrztusiłam się napojem, nie przez złość, ale od powstrzymywanego z  trudem śmiechu."Świetnie-pomyślałam.-ma poczucie humoru.
Chociaż bardzo trudno w to uwierzyć w przypadku takiego ktosia, jakim on jest."
 Wieczór zmienił się z złego na coraz gorszy.
 Kiedy film się skończył pojechaliśmy do Nando's, gdzie zjadłam hamburgera i próbowałam udawać, że w ogóle nie zauważam kogoś takiego jak Harry Styles.
 Siedząca naprzeciwko mnie Nathalie ciągle mówiła i mówiła... To tylko dzięki niej i Lou konwersacja ta w ogóle miała miejsce.
-Boże, ale się jaram. Zajebiście, że się wszyscy spotkaliśmy dzisiaj i poszliśmy na ten film. Co o nim sądzicie?-mówiła podniecona.
-Był spoko, ale serce mi pęka, gdy widzę jak tak cudne auta zostają zniszczone.
-Podzielam twoje uczucia Lou.-poparł Harry.
-Hazza ma ferrari.-wyjaśniał Louis.-A wczoraj jakaś stuknięta idiotka wjechała na niego i zgniotła mu przedni zderzak.Ach...
  Chciałam wyjaśnić, że to w cale nie była moja wina, lecz Nath nie dopuściła mnie do głosu i szybko zmieniła temat.
 - Jeszcze tylko pięć dni i do szkoły.-powiedziała desperacko.-Jak myślisz Tori, będziemy w jednej klasie? Bo Lou i Hazz są o rok wyżej.
-Jesteś w młodszej klasie? Zabawne...-powiedział rozbawiony Harry.-Myślałem, że jesteś w drugiej klasie.
-A to dlaczego?-spytałam zdziwiona, chociaż nie byłam pewna czy koniecznie chcę usłyszeć odpowiedź.
-Nie wiem, Tori, ale odniosłem wrażenie, że jesteś zawodowym kierowcą i spędziłaś za kółkiem parę lat... -zaczął ponownie suszyć ząbki.
  Spojrzałam na niego lodowato. Gdyby wzrok zabijał, właśnie w tym czasie Styles leżałby już martwy, lecz niestety.... On jedynie się śmiał. Wyglądało na to, że ma zajebiście dobry humor.
 Kiedy w końcu opuściliśmy Nando's, wydawało się, że minęły wieki. Cała powrotna droga była minęła mi na obmyśleniu słodkiej zemsty na Nathalie. To była zdecydowanie najprzyjemniejsza cześć tego wieczoru. W końcu znaleźliśmy się pod moim domem. Sama nie wiem, jak udało mi się dotrwać do końca tego koszmarnego spotkania i ani raz nie wydrzeć się na Styles'a.
  Chłopcy odprowadzili mnie i Nathalie pod same drzwi i własnie tutaj, w tym momencie Lou pocałował Nath tak zachłannie, jakby już nigdy mieli się nie spotkać. Popatrzyłam na Harry'ego i nie miałam żadnego pojęcia co teraz powinnam zrobić. Gdyby on próbował mnie pocałować, to by wyglądał gorzej niż jego kochane, piękne ferrari.
  Styles uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd prostych, białych ząbków.
-Cóż, miło było cię poznać Tori.-powiedział.-I kto wie. Może kiedyś wpdadnę, żeby cię podwieźć do szkoły.
-Dzięki za ostrzeżenie.-odparłam, wystawiając mu język.-Mam tylko nadzieję, że wcześniej zdążę się ubezpieczyć na życie.
  Uwolniłam się od moje prześladowcy, zabierając kuzynkę za rękę i mówiąc "cześć" Louis'owi. Pomaszerowałam ciągnąc blondyneczkę za rękę do domu.
  Lecz, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, zaatakowałam:
-Nath jak mi mogłaś to zrobić? Dlaczego wpakowałaś mnie na randkę z takim chujem jak on!
 Nathalie zaczerwieniła się.
-Harry nie jest żadnym chujem! Nie dajesz mu żadnej szansy!
-Masz rację, nie chcę dać mu szansy.-odparłam.- Harry i jego podobni, uważają, że trzeba być tylko przystojnym i mieć dziary, żeby być zajebistym, a później wbijają ci nóż w lpecy z jakąś pierwszą lepszą.
-Tori, nie każdy ładny chłopak musi być taki jak Nathan.- skarciła mnie.
-Skąd wiesz? Nigdy nie natknęłaś się kogoś takiego jak Nathan. Szczęściara z ciebie!
-Nie natknęłam się, ale znam Harolda i wiem, że on nie jest taki.
  Zaczęła pojawiać się w mojej głowie myśl, że Nathana nigdy by się nie przyjaźniła z jakimś chamem. 
-Natk nie mówmy o tym więcej.-powiedziałam ptzytulając blondynkę.-Nie warto kłócić się o kogoś takiego jak Harry Styles.
 Ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie było to moje ostatnie spotkanie z Harry'm Styles'em. Ta myśl napawała mnie przerażeniem....





______________________________________________________


Wiem, że ten rozdział miał się pojawić dopiero w sobotę, ale pisaliście do mnie na twitter'ze i prosiliście, abym jeszcze dzisiaj dodała. Wiem, że nie jest perfekcyjny, bo pisałam go na szybko, ale proszę skomentujcie go i piszcie co w ogóle sądzicie o tym... Proszę Was bardzo. To motywuje do pisania ;) Dobranoc kochani :*

środa, 9 października 2013

OGŁOSZENIE! ;)




Następnego rozdziału możecie się spodziewać dopiero w sobotę, ponieważ jutro muszę się uczyć, bo w piątek mam olimpiadę z polskiego, a później nocuję w szkole, więc do domu wrócę w sobotę koło południa. Oczywiście później trzeba posprzątać więc pod wieczór w sobotę powinien się pojawić 2 rozdział... Kocham Was i dziękuję już za przekroczenie 200 wyświetleń... :D Teraz Was jeszcze proszę tylko o komentarze, bo to naprawdę pomaga w pisaniu. Jeżelibyście mieli jakiekolwiek pomysły dotyczące opowiadania to komentujcie.... ;) Tutaj macie mojego twiiter'a:https://twitter.com/I_love_Zayn_xD 
Please Follow me xx
Szablon by S1K