Po kilku dniach moje życie w londyńskiej szkole ustabilizowało się i właściwie stało się bardzo monotonne. Klasę miałam wspaniałą, ale było coś, czego nienawidziłam każdego dnia-przerwy na lunch. Emma i Agnes przestały przysiadać się do mnie, gdy okazało się, że nie podzielam ich entuzjazmu stosunku do niesamowitości Harry'ego. Z kolei moja duma nie pozwalała mi się przyłączyć do żadnej z grup, w której on był. Czyli musiałam także odrzucić towarzystwo Nathalie. W rezultacie tego wszystkiego musiałam jeść lunch samotnie.
Miałam zwyczaj zabierać jakąś książkę, która choć trochę umiliła mi samotność, na którą sama się skazałam, ale nie chciałam się przyznać. Styles lub samotność. Dla mnie wybór był prosty, ale nie zawsze musi on być prawidłowy. Drugi powód zabierania książki to taki, że miałam znakomity pretekst siedzenia z dala od innych, co nie było uznawane za dziwactwo, ale także utkwiwszy wzrok w książce mogłam zapomnieć o swoich kłopotach. Jednak szczęście w smutku, jak można to tak nazwać, nie trwa wiecznie. Któregoś dnia radosny głos Harry'ego musiał mi przerwać błogą ciszę.
-Biedna Tori, opuszczona przez wszystkich. Ohh... Cały świat o tobie zapomniał co za smutek. Żal mi cię kochanie.-po tych słowach uśmiechnął się do mnie tym chamskim uśmieszkiem, który musiałam przyznać był seksowny.
Odłożyłam książkę na bok i wycisnęłam trochę ketchupu na mojego hamburgera, który leżał przede mną na tacy.
-Uwierz mi, że wolę być sama niż w towarzystwie niektórych osób.-powiedział do niego nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
-Brrr!-otrząsnął się Styles.-Czy mi się zdaję, czy nagle zrobiło się tutaj strasznie zimno?
Wzięłam książkę i otworzyłam tam gdzie skończyłam czytać.
-Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to trochę jeszcze poczytam, zanim do końca zmarnujesz mój czas.
-Cóż, będzie ci z pewnością łatwiej, jeśli odwrócisz książkę, chyba że czytanie do góry nogami to twoje nowe hobby.-odpowiedział Harry i odszedł chichocząc.
Byłam tak wściekła, że miałam ochotę się wrzeszczeć. Zamiast tego zamknęłam książkę z hukiem i rzuciłam w niego. Wzrost Stylesa sprawiał, że był łatwym celem. Wymierzyłam w sam środek jego pleców. Wiedziałam ,że nie powinnam tego robić, ale nie mogłam się powstrzymać. Styles odwrócił się i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Udałam, że zajmuję się moim hamburgerem, jednak ukradkiem spoglądałam na niego. Zatrzymał się i podniósł książkę..Jego brwi uniosły się nieco i na usta wkradł mu się ten szelmowski i sarkastyczny uśmiech, gdy spojrzał na okładkę. Wtedy sobie przypomniałam, że książka, którą w niego rzuciłam to romans.
Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej, schował książkę do tylnej kieszeni w swoich spodniach i podszedł do stołu, gdzie siedziała Nathalie z przyjaciółkami. Już prawie chciałam za nim wołać, żeby zwrócił mi moją własność, ale dzięki Bogu zmieniłam zdanie. Prawdopodobnie oddałby mi ją rozbawiony, a ja nie zamierzałam się poniżać z powodu czytadła za trzy funty. Moja godność miała o wiele większą cenę.
-Cześć, Tori. Mogę się przysiąść?-Nathan Sykes odsunął krzesło i usiadł na przeciwko mnie, zanim zdążyłam zaprotestować.-Czy nie miałabyś nic przeciwko, żeby dokończyliśmy rozmowę, którą rozpoczęliśmy na chemii?
Nie miałam bladego pojęcia o czym rozmawialiśmy, a jeszcze bardziej nie chciałam zgadywać co to też mogło być...
-Przykro mi Nathan, niestety nie pamiętam.
-Odświeżę ci pamięć .-powiedział i przysunął się krzesłem bliżej mnie.-Znam pewne miejsce, z którego widać jezioro, myślę że ci się spodoba. Just you and J... I do tego księżyc odbijający się w wodzie.
Masakra, myślałam, że w tym momencie puszczę pawia... Jedna z macek ośmiornicy owinęła się wokół moich ramion i poczułam, jak ogarnia mnie panika.
-Nath mnie woła!-krzyknęłam. Zerwałam się na równe nogi potrącając tacę i zrzucając otwarty, pełen karton mleka wprost na jego krocze.
-Nathan...-jęknęłam.-Tak mi przykro...
-Nic się nie stało.-powiedział z wymuszonym uśmiechem. Chwycił serwetkę i zaczął czyścić spodnie.-Każdemu może się zdarzyć.
Nie bardzo wiedząc, co robić, podeszłam do stolika Nathalie i opadłam ciężko na krzesło, na przeciwko niej. Nath była zachwycona.
-W końcu zdecydowałaś się przyłączyć do nas.- powiedziała.-Słuchajcie, to jest moja kuzynka Victoria. Tori witaj w paczce.
Paczkę można było śmiało określić "Kto jest kim w szkole". Wspaniała brunetka nazywała się Kelly Anderwood, była wydawcą szkolnego rocznika. Obok niej siedział jej przystojny brat bliźniak, Kevin, który razem z Tomlinsonem był podporą drużyny piłkarskiej. Tom North z kręconymi blond włosami, przewodniczący starszej klasy, siedział przy jednym końcu stołu, podczas gdy Drew Davis, początkujący obrońca drużyny, zajmował drugi koniec. Blondynka, pomponiara, to była Jennifer Riley, a naprzeciwko siedział Styles. Kiedy Nath skończyła prezentację, odwróciła się do mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Czy wszystko w porządku, Tori? Wyglądasz na mega przybitą. Czy coś się stało?
Spojrzałam na nią i już miałam wstać.
-Nie, nic takiego.
Nath odwróciła się i zobaczyła Nathana.
-Znowu nie dawał ci spokoju ten debil?
-Jeżeli chcesz uciec przed Nathanem, to wybrałaś zajebiste miejsce.-puściła do mnie oczko Kelli.
- On naprzykrzał się siostrze Harry'ego całą wiosnę, ale teraz unika zarówno Gemmę, jak i Stylesa jak ognia.
-Kuźwa jestem tak cholernie ciekaw, co tyś mu wtedy powiedział, że się tak wystraszył-Powiedział z udawaną smutną miną Kevin.
-A dlaczego ty niby sądzisz, że ja mu coś powiedziałem?-zdziwił się Hazza.
-Bo jakbyś mu wpieprzył to jego morda na pewno nie była tam gdzie jest teraz!-wykrzyknąl Louis.
-Z tym to ja się zgodzę.-poparł kolegę Kevin.
-Jak wy we mnie wierzycie. Awww.-wysłał całusa do przyjaciół.
-Ja nie mogę, jaki romantyk się znalazł...- odparłam sarkastycznie..
Nathalie mi dała kuksańca w bok.
-Uspokój się... - szepnęła i zrobiła minę pod tytułem "jeszcze słowo,a zginiesz".
-Nawet nie wiesz jaki.-powiedział Harry, po czym wystawił do mnie język.-Oczywiście,że z nim nie walczyłem. Ale to co mu powiedziałem nie było nawet w małym stopniu tak skuteczne jak metoda Victori.
-Tori idioto, a po drugie to było przez wypadek buraku.
-Ja burakiem?-zapytał zdziwiony Styles.
-Tak ty!
-Ja?!
-Tak ty! Bo jesteś burakiem! Wielki pan burak!
- Odezwała się rzodkiewka!
- Arbuz!
- Arbuzy to ty masz w staniku!
- Osz ty! A ty masz banana w gaciach!
- Bardzo fajnego zresztą. Chciałabyś zobaczyć, co?
- Tak, normalni marzę o tym odkąd przyszłam na świat!
- Chyba się wyklułaś!
- Chyba ty! To nie ja mam mózg jak kurczak!
- Bo masz taki jak nietoperz! Och Boże, wielka panna Victoria!
- Wielki pan przychlast i jełop Harold!
- Nie nazywaj mnie tak, księżniczko!
- Pfff... Księciuniu się odezwał!
- Dobra, dość już głupia idiotko!
- Dobra pajacu!
- Dobra!
- Dobra!
- Nie mów dobra kiedy ja mówię dobra!
- Dobra!
- Ugghhhhhhhhh!
Wkurzona odeszłam od tego idioty. No co za ugggsdbhivbigbvbsihj! Nie mam normalnie na niego słów!Nagle poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Jeżeli to ten debil to jebnę go z całej siły w tą jego głupią mordę. Zacisnęłam rękę w pięść i już miałam uderzyć gdy nagle ten ktoś się ode mnie odsunął z impetem. Zdziwiona popatrzyłam na ktosia.
-Ale ty... Ty.. No ty.. TY MNIE CHCIAŁAŚ ZABIĆ!!!-zaczął się wydzierać.
Kiedy zobaczyłam znowu Nathana w pracowni chemicznej, wyglądało na to, że zapomniał o epizodzie z mlekiem. Chciałam mu najpierw powiedzieć, jak było naprawdę, ale rozmyśliłam się I znowu spowodował to Styles. Gdyby ten znienawidzony głupi neandertalczyk nie zmusił mnie do zajęcia miejsca za Nathanem, Sykes nie prześladowałby mnie teraz. Miałam wielką ochotę pieprznąć głową w ścianę, no bo przecież całe zło świata jak zwykle musiało się skupić tylko na mojej osobie.
-Tori ja tylko chciałem cię do nas zawołać, bo zostało dużo jeszcze czasu do lekcji.-próbował się wytłumaczyć Lou.
-Jeju Louis nie tłumacz się tyle.- zaczęłam się śmiać jak głupa, ponieważ jego mina po prostu ugh... To trzeba było zobaczyć.
-Myślałam, że to ten debil...
-Okeeej. To wracasz?-zapytał nie pewnie Louis.
-Yhym. No to chodźmy.
Jak wracaliśmy to szedł metr ode mnie. Myślałam, że tam zaraz umrę ze śmiechu.
-No co tak rechotasz, ja się po prostu ciebie boję.-zrobił minę zbitego pieska, na co ja zareagowałam jeszcze większym śmiechem.
Zajęliśmy miejsca przy reszcie, kiedy nagle Kevin wzniósł ręce w górę i krzyknął:
-Do jasnej cholery, czy mi ktoś wytłumaczy co tu właśnie się stało?
-Victoria zrzuciła karton z mlekiem na spodnie tego nieszczęśnika.-wyszczerzył się Styles.
Jennifer uśmiechnęła się znacząco, a na jej policzkach pojawiły się dwa dołeczki, najcudowniejsze jakie do tej pory było mi zobaczyć.
-Och, podzielamy twoje zdanie, Tori. Nathan chodził za mną przez cały ostatni rok, a w poprzednim naprzykrzał się Kelli.
-Serio Nath?-zapytałam.-wy wszystkie też byłyście ofiarami Nathana?
Nathalie wymamrotała coś niezrozumiale z ustami pełnymi hamburgera.
-Nath nigdy nie miała problemów z Nathanem.-wyjaśniał Louis.-Oni się znają niemal od kołyski.
Urażona dziewczyna przegryzła kolejny kęs.
- No i w tym jest największym problem! Cholera, on mnie znał od malutkiej i to go w ogóle nie wzruszało.-zrobiła naburmuszoną minę.
-Idź do niego! Wstań i idź!-wykrzyknął Tim.-Powiedz temu debilowi, co o nim sądzisz.
Uwaga wszystkich skupiła się na Louisie i Nathalie, a ja odwróciłam się do Harry'ego.
-Ekhem... Jeżeli skończyłeś już tę książkę, którą ci... hmmm... pożyczyłam...
-Czyli to teraz się tak nazywa?-zapytał z sarkastycznym uśmiechem.-Powiedz, że sobie tylko żartujesz, a nie pokazujesz swojej głupoty.
-Ja pierdolę, ja chcę ją z powrotem.-powiedziałam w ogóle go nie słuchając.- Nie zdążyłam jej skończyć czytać.
-Pfff, mogłaś o tym pomyśleć, zanim rzuciłaś nią we mnie.- pokazał mi język, po czym wstał i zabrał swoją tacę. Kiedy był już przy końcu stołu, Drew spostrzegł moją książkę i wyszarpnął ją z kieszeni Harry'ego.
-Cholera. Styles od kiedy ty czytasz takie rzeczy? Bo jeszcze się wystraszę, że jesteś gejem.
-Nie dopraszaj się, żebym ci przypieprzył przy pierwszej napotkanej okazji.-powiedział Harry, po czym zrobił przekomicznie poważną minę.
-Oj dopraszałbym się stary, gdyby tylko nie było na okładce nazwiska Tori. Tori łup!
Drew rzucił książkę w moim kierunku, która musiała oczywiście upaść przed moimi wyciągniętymi rękami.
-Drew, wiesz co ja mam na myśli?- zapytał, uśmiechając się złośliwie.
Nie miałam ochoty oglądać spotykać się z Drew ani oglądać jego wyczynów na boisku, ale kiedy Styles spojrzał na niego tak lekceważąco, zmieniłam zamiar.
Był to jeszcze jeden przykład zdumiewającego egoizmu Harolda. Im częściej widywałam Harry'ego Stylesa, tym coraz mniej go lubiłam, a bardziej nienawidziłam.
No bo, jeśli dobrze się zastanowić, to wszystkie nieszczęścia, które mnie spotykały od pierwszego dnia w szkole, były dziełem Stylesa. Kurwa, jaka ja byłam głupia i miła, rzucając w niego książką. Powinnam raczej rzucić cegłą. Roześmiałam się głośno, wyobrażając sobie, jak cegła ląduje na jego głowie i tak jak w kreskówkach wyrasta mu gigantyczny guz. Byłam tak zaabsorbowana swoimi myślami, że zupełnie nie przygotowałam się na kolejny atak Nathana.
Pojawił się znikąd niespodziewanie i zmierzał w moją stronę.
-Co byś powiedziała droga Victorio na wspólną wycieczkę dzisiaj wieczorem nad jezioro?-zapytał.
Musiałam się naprawdę powstrzymywać, żeby nie zrobić gestu wymiotowania.
-Cóż Nathan...ja...-mamrotałam, próbując w panice znaleźć jakieś wyjście z tej bezsensownej sytuacji.
-Nie zamierzałaś chyba wylać specjalnie mleko na moje spodnie, prawda?
Kuźwa, on o tym w ogóle nie zapomniał.Nathan zbliżył się na niebezpiecznie bliską odległość.
-Ugh.. No wiesz, właściwie...-Czyżbyś już umówiła się z kimś innym?-spytał.
Tak, tak, tak! Sam mi podsunął pomysł. Już nic nie muszę wymyślać.
-No właśnie o to chodzi! Mam randkę z inną osobą!
-Z kim?- zapytał podejrzliwie.
-Z kim?-powtórzyłam, nerwowo przełykając ślinę.-Och, to jest...-szukałam gorączkowo, jakiegoś imienia, które mogłabym wymienić, ale czułam w głowie kompletną pustkę.Chociaż poznałam już wielu chłopaków w mojej szkole, to żaden nie przychodził mi na myśl. Właśnie w tej chwili zobaczyłam Harry'ego na korytarzu.
-Harry!-zawołałam.Podbiegłam do niego i objęłam go.
Jeśli nawet był zdziwiony, to w ogóle po sobie nie dał tego poznać. Po prostu objął mnie także, przytulił i pocałował w czoło.
-Umówiłaś się ze Stylesem?-Nathan był bardziej zdziwiony, niż gdybym powiedziała mu, że umówiłam się z Godzillą.-Ugh, ja nie wiedziałam, że coś was łączy.
-Ja...on...my...-zaczęłam się jąkać, ale Harold przyszedł mi z pomocą.
-Spotykamy się już od lata.
-Czyli... To znaczy Tori i ty?!-Nathan wyglądał na zupełnie zaskoczonego.-No, ale przecież na chemii nie odezwaliście się ani słowem!
-Och, to była tylko niewielka kłótnia zakochanych-wyjaśnił Harry, mrugnąwszy do mnie porozumiewawczo.-Ale wyjaśniliśmy to już, prawda kochanie?
-To nie jest jedyne rzecz, którą wyjaśniliśmy.-zamruczałam.
-Przepraszam Tori. Bardzo cię przepraszam Harry. Nie wiedziałem.-Usprawiedliwiał się Nathan, obrócił się dorzucając.-Cholera, co to w ogóle jest...-Odszedł pospiesznie, kręcąc niedowierzająco głową.
Cokolwiek Styles powiedział Nathanowi, kiedy ten nie dawał spokoju Gemmie, musiało to być coś nadzwyczaj skutecznego, bo odszedł przerażony.
-Och Tori, jestem wstrząśnięty-powiedział ze śmiechem.-nie sądziłem, że potrzebujesz opieki.
-No bo nie potrzebuję.-odparłam z godnością. Znalazłam się po prostu w sytuacji, w której musiałam znaleźć jakieś wyjście. To wszystko. Dziękuję, że udawałeś.-powiedziałam dość oschle.
Harry wzruszył ramionami.
-Każdy głupi, wrzaskliwy neandertalczyk lubi dawać przedstawienia.
-Hmm... Nie jestem pewna, czy byliśmy wystarczająco przekonywający.-zmartwiłam się.-Sądzę, że nam nie uwierzył.
-Och, będzie musiał nam uwierzyć.-zapewnił Style biorąc mnie za rękę.
Zmrużyłam oczy.
-Co ty masz zamiar zrobić.-zapytałam.
-Odprowadzę cię do klasy.
-Trafię do klasy, bez twojej pomocy, dziękuję ci bardzo.-mówiąc to próbowałam uwolnić swoją dłoń.
Hazza popatrzył na swój wyimaginowany zegarek ze zdziwieniem.
-Wiedziałem,że letnie romanse nie trwają zbyt długo, ale dwie minuty to chyba światowy rekord.Już po wszystkim i mamy tak po prostu o sobie zapomnieć?-zapytał z miną zbitego psiaczka.
-Czy ty mógłbyś przestać?
Znowu wzruszył ramionami.
-Dobrze, jeżeli wolisz, żeby Nathan cię prześladował, łapał za ręke, i dyszał do ucha to...
Wcisnęłam Harry'emu moje książki.
-Zamknij się i prowadź mnie do tej cholernej klasy mój chłopaku.-wycedziłam przez zęby.
______________________________________________________
Przepraszam Was bardzo za tak długą nieobecność. Pojawiam się weną i pomysłami na następne wyde=arzenia związane z Tori i Harry'm. Spodziewał się ktoś z Was tego zakończenia? Teraz naprawdę będzie się dużo dziać... Kocham was <3