ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 2 " Ten Pan i ta Pani są na siebie skazani..."
CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!
Kolejna lekcja w czyteli minęła bez żadnej sensacji, ale kiedy szłam na czwartą lekcję, którą była chemia, i dotarłam do sali pełnej maszyn do pisania, pomyślałam,żze zabłądziłam. Sprawdziłam numer klasy na planie, a potem na drzwiach. Niestety zgadzały się. Napewno pomyliłam budynki. Wyszłam na zewnątrz i znalazłam się na dziedzińcu otoczonym jednakowymi zabudowaniami z czerwonej cegły.
- Tori, zgubiłaś się?- rozległ się czyiś rozbawiony głos.
Na ułamek sekundy stanęło mi serce, z obawy, że to Styles. Szybko obróciłam się na pięcie. Uch... Co za ulga, przede mną stał Tomlinson.
- Lou! Boże, jak się cieszę, że cię widzę.-uśmiechnęłam się.- Nie mogę znajść gabinetu chemicznego, bo nie mam pojęcia, w którym on jest budynku... Błagam cię pomóż...
-Chodź zgubo, zaprowadzę cię.-odpowiedział na co obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
- Wielkie dzięki .- powiedziałam, gdy doprowadził mnie pod właściwe drzwi.
Lekcja na szczęście się jeszcze nie zaczęła, ale sala była już prawie pełna. Rozejrzałam się i dostrzegłam dwie wolne ławki na końcu sali. Jedną z nich ustawiono dosyć daleko od wejścia, za ławką, w której siedział przystojny brunet, którego jeszcze nie zdążyłam spotkać. Druga ławka stała naprzeciwko. Zgadnijcie kto w niej siedział? Oczywiście nie kto inny jak Harry Styles. Wahałam się tylko przez chwilę. Szybko przeszłam obok tego tępaka i usiadłam za przystojnym nieznajomym.
Nagle chłopak przede mną odwrócił się i powiedział:
- Czy masz pożyczyć niebieski długopis na chwilę?- uśmiechnął się przy tym słodko.
- jasne.- podałam mu z olśniewającym uśmiechem.
- Witaj ślicznotko.-powiedział, oglądając mnie od stóp do głów.- Jak się naxywasz?
-Victoria, Victoria Edwards.
Poczułam, że mój uśmiech przygasa, a on niczym zrażony dalej się na mnie gapi.
- Jestem Nathan Sykes.-powiedział. -Nie sądzę, abym widził cię przedtem w szkole Tori. Nigdy nie zapomniałbym takiej ładnej dziewczyny.
- Nie widziałeś. Jestem tutaj nowa.
- No więc witaj w Londynie Czuję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.
Jego palce dotknęły moich, gdy oddawał mi długopis i czułam, że zrobił to z oczywistym zamiarem. Wiedziałam, zę na stuwę nie chcę, abyśmy stali się "dobrymi przyjaciółmi" i prawie zdecydowałam się przesiąść na inne miejsce. Prawie, ale nie całkiem...
Nsstępne kilka minut próbowałam ochłonąć po rozpowie z Nathanem, jednocześnie słuchając, co mówi nauczyciel, co wcale nie ułatwiało mi zadania. Poczułam nieopisaną ulgę, gdy zadzwonił dzwonek. Ruszyłam do drzwi, aby wyjść przed Stylesem i Sykesem. Kiedy dotarłam do szafki, Nathalie i Louis już tam byli.
- I jak tam Tori? Nigdzie nie zabłądziłaś?-uśmiechnęła się do mnie moja kochana kuzyneczka.
- Nie, dzięki Lou.-odpowiedziałam.- Nie mogłam znajść tego gubiego gabinetu chemicznego, ale Louis mnie zaprowadził. Jaką masz następną lekcje Nath?
Nathalie sprawdziła plan, po czym powiedziała:
-Angielski z panem Ryan. Co ty na to?
-Zajebiście! Bałam się, że nie będziemy mieć razem już żadnych zajęć.
Chwyciłyśmy się pod ramiona i poszłyśmy do klasy. Kiedy usiadłyśmy zapytałam Nathalie:
- Co wiesz o Nathanie Sykes'ie?
Jęknęła.
-O, nie. Już go poznałaś?
-Mamy wspólnie zajęcia chemiczne. Właściwie siedzę tuż za nim. Myślę, że spoko i dość miły no i oczywiście zajebiście przystojny...
-Ooo tak.-zgodziła się Nath.-I wie o tym doskonale. Myśli, że każda laska za nim szaleje. Gdy tylko dorwie jakąś wolną dziewczynę, oplata ją jak kałamarnica.
-Że jak co?
-Jak kałamarnica. No młotku, no wiesz, taka z ośmioma ramionami.
-Nath... Kałamarnice mają dziesięć ramion. Chyba myślałaś o ośmiornicy. Pamiętasz z biologii?
-Kurdę, Tori! Zapomnij o biologii. Próbuję cię ostrzec, bo Nathan Sykes z pewnością będzie się chciał z tobą umówić. Posłuchaj mojej rady-nie IDŹ! Znajdź jakieś usprawiedliwienie. Ten debil nie znosi odmowy.-miała przy tym strasznie poważną minę.
W trzydzieści minut później zadzwonił dzwonek i zakończył się mój pierwszy dzień w szkole w Londynie.
Kurdę, co to był za dzień! Prawie się zgubiłam, zostałam odnaleziona, niechcący poderwałam chłopaka i byłam prześladowana na każdym kroku przez Harry'ego Styles. Jeśli to wszystko zdarzyło się tylko w ciągu paru godzin, to co będzie później?
______________________________________________________
Witam Was kochani z drugą częścią! :D Wiem, że szału nie ma, ale dopiero się rozkręcam. Kocham Was i życzę dobrej nocki...
Kate
sobota, 18 stycznia 2014
wtorek, 14 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 1 “ Utopiona w czerni nocy, zagubiona w świetle dnia “
CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!!
Pierwszy dzień w szkole, a właściwie połowę dnia zajęło mi odnalezienie swojej klasy, zabranie książek, odszukanie mojej szafki i inne tego rodzaju głupie rzeczy. Mama odwiozła mnie rankiem do szkoły.
-Zdenerwowana?-zapytała, gdy dojeżdżaliśmy do centrum.
-Trochę.-Powiedziała,. choć tak naprawdę chciałam krzyczeć z przerażenia.
-W końcu poznałaś parę osób. Znasz Nathalie i Louis'a, oraz tego chłopaka, kochanie jak on to miał na imię?
-Harry...
-No więc masz kilku przyjaciół.
-Mamo, jeżeli w tej szkole znajdę więcej takich przyjaciół jak Harry, to doprawdy będzie to zajebiście wyjątkowa szkoła!
"No to mnie pocieszyło. Dziękuje mamo..." Pomyślałam i przewróciłam oczami.
-Czy z nim jest coś nie tak?- zapytała mama.
-Jakby to powiedzieć... Po prostu trudno to wyjaśnić, jak go poznasz to zrozumiesz...
-Chciałabym być w domu jak zaprosisz go do nas, ale niestety rodzice Nathalie prosili mnie i ojca o przyjazd do nich podpisanie jakiś dokumentów... O. popatrz! To już tutaj.-zawołała mama patrząc ze wzruszeniem na szkołę, do której sama chodziła dwadzieścia sześć lat temu.
-Nic się na zewnątrz nie zmieniła.- zauważyła zdziwiona.
Musiałam przyznać, że szkoła wyglądała imponująco. Ale ten wielki budynek przypominał labirynt po którym ani ja, ani mama nie umiała się poruszać. Chodniki prowadziły do zabudowań, przy których tłoczyło się mnóstwo nastolatków, którzy byli ubrani w drogie, markowe ciuchy. Spojrzałam na siebie... Cieszyłam się, że akurat zdecydowałam się na ten zestaw.
CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!!
Pierwszy dzień w szkole, a właściwie połowę dnia zajęło mi odnalezienie swojej klasy, zabranie książek, odszukanie mojej szafki i inne tego rodzaju głupie rzeczy. Mama odwiozła mnie rankiem do szkoły.
-Zdenerwowana?-zapytała, gdy dojeżdżaliśmy do centrum.
-Trochę.-Powiedziała,. choć tak naprawdę chciałam krzyczeć z przerażenia.
-W końcu poznałaś parę osób. Znasz Nathalie i Louis'a, oraz tego chłopaka, kochanie jak on to miał na imię?
-Harry...
-No więc masz kilku przyjaciół.
-Mamo, jeżeli w tej szkole znajdę więcej takich przyjaciół jak Harry, to doprawdy będzie to zajebiście wyjątkowa szkoła!
"No to mnie pocieszyło. Dziękuje mamo..." Pomyślałam i przewróciłam oczami.
-Czy z nim jest coś nie tak?- zapytała mama.
-Jakby to powiedzieć... Po prostu trudno to wyjaśnić, jak go poznasz to zrozumiesz...
-Chciałabym być w domu jak zaprosisz go do nas, ale niestety rodzice Nathalie prosili mnie i ojca o przyjazd do nich podpisanie jakiś dokumentów... O. popatrz! To już tutaj.-zawołała mama patrząc ze wzruszeniem na szkołę, do której sama chodziła dwadzieścia sześć lat temu.
-Nic się na zewnątrz nie zmieniła.- zauważyła zdziwiona.
Musiałam przyznać, że szkoła wyglądała imponująco. Ale ten wielki budynek przypominał labirynt po którym ani ja, ani mama nie umiała się poruszać. Chodniki prowadziły do zabudowań, przy których tłoczyło się mnóstwo nastolatków, którzy byli ubrani w drogie, markowe ciuchy. Spojrzałam na siebie... Cieszyłam się, że akurat zdecydowałam się na ten zestaw.
Czułam się zagubiona. Na szczęście Nathalie wybiegła mi na spotkanie, gdy tylko zauważyła nasz nadjeżdżający samochód.
- Och, Tori, będzie zajebiście!- powiedziała po odjeździe mamy, przytulając mnie.- Zajęłam dla ciebie szafkę. Chodź, to ci pokażę.
Nathalie pociągnęła mnie za sobą po przez szkołę, zatrzymując się często, aby przedstawić mi ludzi, których mijałyśmy w korytarzu. Wyglądało na to, że nie ma tutaj osoby, której by nie znała.
- Jesteśmy na miejscu kochana.-powiedziała w końcu. Palcem pokazała rząd metalowych szafek.- Numer 169.
- Nath, czemu nie chcesz szafki w lepszym miejscu?- zapytałam, ponieważ znając moją kuzynkę zawsze chciała to co najlepsze.
- To nie jest złe. Po za tym to jedyne wyjście, żebyśmy oboje, czyli ja i Lou mieli szafki blisko siebie. On ma numer 170.
Wow, moja kuzynka umie czasami używać tego co ma w głowie. Alee właśnie to mnie martwi. Coś tu nie gra.
- Gdyby Louis był dżentelmenem-zauwaźyłam.-odstąpiłby ci swoją szafkę w lepszym miejscu i nie zboczonym numerem.
Taa... Moje zboczone skojarzenia są dziwne... Zawsze w najmniej odpowiednij chwili muszą dać o sobie znać.
-Cóż, chciał to zrobić, ale ja z kolei bardzo chciałam, abyśmy obydwie miały szafki blisko Lou i Hazzy, to znaczy blisko Lou...-zakończyła zmieszana
Wtedy zrozumiałam, kto podsunął taki zajebisty pomysł z tymi szafkami. Oczywiście kochany Harry. Lecz postanowiłam być spokojna i nie zaczynać kolejnej wojny z Nath...
-A swoją drogą, gdzie jest Louis?-zapytałam.
- Poszedł na parking wziąść kartę parkngową.-odpowiedziała.-Ano, ty też będziesz jej potrzebować jeśli chcesz przyjeżdżać autem do szkoły. Kosztuje podajże 5 funtów.
Poczułam lód w żołądku, gdy dotarły do mnie słowa Nathalie. Jutro chciałam przyjechać do szkoły autem, ale nie siedziałam za kierownicą, w którym zderzyłam się z Harrym. Kurdę, nie zdawałam sobie sprawy, że nadal jestem przerażona widokiem wkurzonego krzykliego, głupiego neandertalczyka, który wyskoczył z samochodu.
-Ziemia do Tori!-głos Nath przywrócił mnie do rzeczywistości.-Chcesz tu tak stać?
- Przepraszam, zamyśliłam się
- No przecież nie możesz tu tkwić do jutra.-powiedziała.-Znam ciekawsze sposoby spędzania czasu, więc rusz ten swój zgrabny tyłeczek i w drogę.
Zaśmiałyśmy się obydwie. Po czym poszłyśmy do klasy. Znalazłam się w tłumie nieznanych mi ludzi. Pierwszą lekcją była historia Wielkiej Brytani. Nauczyciel sprawdził obecność i rozdał książki, ja wzięłam swoją i schowałam do szafki. Moje obawy się potwierdziły. Harry na moje nieszczęście, też był tutaj, właśnie chowałał do swojej szafki, ktora była na wprost mojej.
- No, no...-powiedział.- Przecież to nasza kochana niszczycielka Tori. Zignorowałam go zupełnie i nadal klęczałam przed swoją szafką.
- Czy na kolanach mnie prosisz o wybaczenia za za chamskie potraktowanie mojego ślicznego samochodziku?-kontynuował.
- Taa, jasne. Chciałbyś...-odpowiedziałam z godnością oraz pogardą skierowaną do niego, na jaką było mnie stać w tej sytuacji. Potem już nie odezwaliśmy się do siebie. On poszedł do swojej klasy na następną lekcję, a ja po przerwie miałam algebrę.
Nauczyciel rozdał książki i wkrótce zaczęłam szukać długopisu w torbie, by napisać swoje nazwisko na wewnętrznej stronie okładki. Kiedy już odnalazłam zgubę otworzyłam książkę. Na pierwszej stronie widniało nazwisko użytkownika książki z poprzedniego roku- Harry Styles. “To się musi źle skończyć.“-pomyślałam-"Ciągle natykam się na tego debila.“
_____________________________________________________
Przepraszam Was bardzo, że dopiero teraz pojawia się ten rozdział,ale nie pisałam długo bo najpierw były problemy z blogspotem, a później, laptop zebcuty i sprawy rodzinne. Ten rozdział dawno napisałam i już powinien być , a dopiero dzisiaj wchodzę i patrzę, że jest tylko w roboczych. Moja mina to takie WTF, no ale zawsze spoko...xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)

