Przeprosiny!!!
Naprawdę bardzo Was przepraszam, że w tym tygodniu nie do dałam nowego rozdziału, ale byłam chora. Byłam tak słaba, że ciężko mi było nawet wstać z łóżka, bo do tak prostej czynności musiałam wykorzystywać resztki sił, co było dla mnie wielkim wysiłkiem... Całe dnie spałam i słuchałam naszego kochanego zespołu, które mnie trzymało tylko przy tym, abym dalej walczyłam, ponieważ miewam takie dni jak każdy- pełne zwątpienia i niechęci do życia, lecz zawsze wtedy słucham 1D i mówię sobie, że chłopcy nie byliby dumni ze mnie, oraz z mojego zachowania.... Przepraszam Was naprawdę z całego z serca i naprawdę nie wiem kiedy dodam następny rozdział, ponieważ na razie muszę nadrobić zaległości w szkole... Kocham Was bardzo <3
niedziela, 20 października 2013
czwartek, 10 października 2013
GOOD LUCK!!!!
Jeżeli ktoś z czytających tego bloga idzie jutro na olimpiadę z języka polskiego życzę mu powodzenia! ;) Ja się tak denerwuję, że masakra. Ugh... POMOCY!!!! Dla wszystkich, którzy wątpią w swoje umiejętności mam coś do przekazania....
Jeżeli ktoś z czytających tego bloga idzie jutro na olimpiadę z języka polskiego życzę mu powodzenia! ;) Ja się tak denerwuję, że masakra. Ugh... POMOCY!!!! Dla wszystkich, którzy wątpią w swoje umiejętności mam coś do przekazania....
Tutaj nasz seksowne dupeczki modlą się i dziękują za to, że mają nas. Tak jak my dziękujemy, że mamy ich i te zajebiście seksowne głosiki... ;)
A tu ukazują, że wszystko jest możliwe. Jak bardzo będziemy chcieć to do wszystkiego dojdziemy...
A tutaj mówią: "Always stay strong" Musimy tylko bardzo czegoś pragnąć, a wszystko jest możliwe. Czasami może nam się coś nie udać, ale nigdy nie można się poddać. Po prostu człowiek uczy sie na błędach...
Proszę Was trzymajcie jutro za mnie kciuki... ;) Wczoraj mnie prosiliście, więc dodałam drugi rozdział, a trzeci postaram się dodać w sobotę... Kocham Was :*
ROZDZIAŁ 2 "Boże... I co teraz?!"
Atmosfera w salonie u Nathalie w domu była strasznie napięta i sztywna. Ja i Harry staliśmy i gapiliśmy się na siebie ze złością i urazą, gdy Nath patrzyła błagalnie na nas dwoje.
Jedynie nic nie podejrzewający Louis nie stracił dobrego humoru.
-Victoria przebywa w Londynie dopiero niecały miesiąc.-wyjaśnił Lou.-Jakie wrażenia, Tori?
-Lubię jasne sytuacje.-powiedziałam, patrząc na Harry'ego wściekłym wzrokiem.
-Powinnaś być ostrożna, kiedy jeździsz po Londynie, Tori.-zauważył Harry.-Nie uwierzysz jak dużo ostatnio stłuczek widziałem na autostradzie.
-Chodźmy już do kina.-powiedziała pospiesznie Nathalie, popychając Louis'a w kierunku drzwi.
-To jest to, o czym zawsze marzyłem.-mruczał Harry.-Randka z Niszczycielką Tori! Kurdę. Nic dziwnego, że kojarzyłem twoje nazwisko. Przecież słyszałem je od Lou...
-Wierz mi, jest wiele rzeczy, które o wiele bardziej wolałabym robić niż iść teraz z tobą.-odparłam.-Na przykład mogłaby przejechać po mnie ciężarówka lub mieć jakąś cholernie bolesną operację, ale i tak to by było lepsze.-wystawiłam mu język.
-Zajebisty pomysł. Proponuję amputację twojego prawa jazdy.
Harry był bardziej rozbawiony, niż zły. Po raz pierwszy zrozumiałam, że Harry ma bardzo seksowny uśmiech. Potrafi być miły, jeśli chce, zauważyłam urażona. Mój nastrój w tej chwili można by było określić jako bardzo ponury i przygnębiający. Pomyślałam, że to strasznie głupie, śmiać się z wydarzenia, które najchętniej bym zapomniała, a;e również się uśmiechnęłam.
-Kto prowadzi?-zapytałam, kiedy wyszliśmy ze Lou i Nath z domu.
-Lou.-odpowiedziała Nathalie, na co Louis wyszczerzył swoje śnieżnobiałe ząbki.
-Uff.Co za ulga!-zauważyłam, chcąc dokuczyć Harry'emu. Nie powiem, co raz bardziej mnie bawiło dokuczanie loczka.
Nie mogę prowadzić, gdyż mój samochód jest dziwnym trafem w naprawie.-powiedział gniewnie ?Harry.
-Według mnie nie powinieneś prowadzić swojego auta nawet przed naprawą.- powiedziałam zadziornie.
Poszłam przed nim razem z Nathalie oraz Louis'em, ale podejrzewałam, że Harry w dalszym ciągu suszy ząbki z mojego powodu...
Atmosfera w salonie u Nathalie w domu była strasznie napięta i sztywna. Ja i Harry staliśmy i gapiliśmy się na siebie ze złością i urazą, gdy Nath patrzyła błagalnie na nas dwoje.
Jedynie nic nie podejrzewający Louis nie stracił dobrego humoru.
-Victoria przebywa w Londynie dopiero niecały miesiąc.-wyjaśnił Lou.-Jakie wrażenia, Tori?
-Lubię jasne sytuacje.-powiedziałam, patrząc na Harry'ego wściekłym wzrokiem.
-Powinnaś być ostrożna, kiedy jeździsz po Londynie, Tori.-zauważył Harry.-Nie uwierzysz jak dużo ostatnio stłuczek widziałem na autostradzie.
-Chodźmy już do kina.-powiedziała pospiesznie Nathalie, popychając Louis'a w kierunku drzwi.
-To jest to, o czym zawsze marzyłem.-mruczał Harry.-Randka z Niszczycielką Tori! Kurdę. Nic dziwnego, że kojarzyłem twoje nazwisko. Przecież słyszałem je od Lou...
-Wierz mi, jest wiele rzeczy, które o wiele bardziej wolałabym robić niż iść teraz z tobą.-odparłam.-Na przykład mogłaby przejechać po mnie ciężarówka lub mieć jakąś cholernie bolesną operację, ale i tak to by było lepsze.-wystawiłam mu język.
-Zajebisty pomysł. Proponuję amputację twojego prawa jazdy.
Harry był bardziej rozbawiony, niż zły. Po raz pierwszy zrozumiałam, że Harry ma bardzo seksowny uśmiech. Potrafi być miły, jeśli chce, zauważyłam urażona. Mój nastrój w tej chwili można by było określić jako bardzo ponury i przygnębiający. Pomyślałam, że to strasznie głupie, śmiać się z wydarzenia, które najchętniej bym zapomniała, a;e również się uśmiechnęłam.
-Kto prowadzi?-zapytałam, kiedy wyszliśmy ze Lou i Nath z domu.
-Lou.-odpowiedziała Nathalie, na co Louis wyszczerzył swoje śnieżnobiałe ząbki.
-Uff.Co za ulga!-zauważyłam, chcąc dokuczyć Harry'emu. Nie powiem, co raz bardziej mnie bawiło dokuczanie loczka.
Nie mogę prowadzić, gdyż mój samochód jest dziwnym trafem w naprawie.-powiedział gniewnie ?Harry.
-Według mnie nie powinieneś prowadzić swojego auta nawet przed naprawą.- powiedziałam zadziornie.
Poszłam przed nim razem z Nathalie oraz Louis'em, ale podejrzewałam, że Harry w dalszym ciągu suszy ząbki z mojego powodu...
Usiadłam na tylnym siedzeniu, Harry koło mnie mnie, a Nath z Lou z przodu.
Louis włączył silnik i wyjechał z podjazdu z spod domu Nath.
-Hej, Lou!-zawołał Harry.-Zanim wyjedziesz na autostradę , nie zapomnij rozejrzeć się, czy nikt przypadkiem nie nadjeżdża pod prąd. Nie uwierzyłbyś ile ludzi to ostatnio robi.
-Może chcesz wysiąść?-syknęła.-Obiecałam Nathalie, że będę miła dla ciebie, więc w zamian choć przez chwilę zachowuj się jak cywilizowany człowiek.-prychnęłam.
-Przepraszam cię moja kochana Tori, ale nie wiem jak zachowuje się cywilizowany człowiek, ponieważ jestem neandertalczykiem. Czyżbyś zapomniała?
-Głupim, krzykliwym neandertalczykiem...-poprawiłam go.
Kiedy przyjechaliśmy do kina, Nathalie ija szukałyśmy naszych miejsc, a chłopcy poszli po pepsi i popcorn oraz żelki.
-Robię to dla ciebie Nath.-powiedziałam, kiedy przechodziłyśmy między rzędami.- I będzie to ostatnia rzecz, jaką robię dla ciebie!-oznajmiłam wkurzona.
Nathalie jęknęła i przejechała dłonią po włosach, zapominając, że ma spięte w kłosa. To jej stary nawyk, kiedy się denerwuje lub jest czymś przejęta.
-Boże, przykro mi Tori. Ale skąd ja kurde mogłam wiedzieć, że stukniesz jego samochód?
-Co? Nathalie ja go nie stuknęłam, to raczej on M-N-I-E...- przeliterowałam wkurzona.
-Okey. Porozmawiamy o tym później, bo właśnie chłopcy wracają.
Stwierdziłam, że jeśli ktoś chce umówić się na randkę z nieznajomym, to kino jest miejscem wprost stworzonym do tego. Nie trzeba rozmawiać, ani patrzeć na siebie. A do tego nie masz za bardzo czasu, żeby zrobić z siebie niezłe pośmiewisko.
Pocieszyłam się tą myślą i usiłowałam zapomnieć o przyczynie swojego niepokoju, jak zarówno i gniewu, koncentrując się na akcji filmu.
Piłam powoli pepsi, patrząc na wielki ekran, na którym biały sportowy samochód zamienia się w kulę ognia.
Harry nachylił się do mnie i szepnął do ucha:
-Nie chciałabyś być na miejscu tego kierowcy,bez żadnej szansy, prawda?
Zakrztusiłam się napojem, nie przez złość, ale od powstrzymywanego z trudem śmiechu."Świetnie-pomyślałam.-ma poczucie humoru.
Chociaż bardzo trudno w to uwierzyć w przypadku takiego ktosia, jakim on jest."
Wieczór zmienił się z złego na coraz gorszy.
Kiedy film się skończył pojechaliśmy do Nando's, gdzie zjadłam hamburgera i próbowałam udawać, że w ogóle nie zauważam kogoś takiego jak Harry Styles.
Siedząca naprzeciwko mnie Nathalie ciągle mówiła i mówiła... To tylko dzięki niej i Lou konwersacja ta w ogóle miała miejsce.
-Boże, ale się jaram. Zajebiście, że się wszyscy spotkaliśmy dzisiaj i poszliśmy na ten film. Co o nim sądzicie?-mówiła podniecona.
-Był spoko, ale serce mi pęka, gdy widzę jak tak cudne auta zostają zniszczone.
-Podzielam twoje uczucia Lou.-poparł Harry.
-Hazza ma ferrari.-wyjaśniał Louis.-A wczoraj jakaś stuknięta idiotka wjechała na niego i zgniotła mu przedni zderzak.Ach...
Chciałam wyjaśnić, że to w cale nie była moja wina, lecz Nath nie dopuściła mnie do głosu i szybko zmieniła temat.
- Jeszcze tylko pięć dni i do szkoły.-powiedziała desperacko.-Jak myślisz Tori, będziemy w jednej klasie? Bo Lou i Hazz są o rok wyżej.
-Jesteś w młodszej klasie? Zabawne...-powiedział rozbawiony Harry.-Myślałem, że jesteś w drugiej klasie.
-A to dlaczego?-spytałam zdziwiona, chociaż nie byłam pewna czy koniecznie chcę usłyszeć odpowiedź.
-Nie wiem, Tori, ale odniosłem wrażenie, że jesteś zawodowym kierowcą i spędziłaś za kółkiem parę lat... -zaczął ponownie suszyć ząbki.
Spojrzałam na niego lodowato. Gdyby wzrok zabijał, właśnie w tym czasie Styles leżałby już martwy, lecz niestety.... On jedynie się śmiał. Wyglądało na to, że ma zajebiście dobry humor.
Kiedy w końcu opuściliśmy Nando's, wydawało się, że minęły wieki. Cała powrotna droga była minęła mi na obmyśleniu słodkiej zemsty na Nathalie. To była zdecydowanie najprzyjemniejsza cześć tego wieczoru. W końcu znaleźliśmy się pod moim domem. Sama nie wiem, jak udało mi się dotrwać do końca tego koszmarnego spotkania i ani raz nie wydrzeć się na Styles'a.
Chłopcy odprowadzili mnie i Nathalie pod same drzwi i własnie tutaj, w tym momencie Lou pocałował Nath tak zachłannie, jakby już nigdy mieli się nie spotkać. Popatrzyłam na Harry'ego i nie miałam żadnego pojęcia co teraz powinnam zrobić. Gdyby on próbował mnie pocałować, to by wyglądał gorzej niż jego kochane, piękne ferrari.
Styles uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd prostych, białych ząbków.
-Cóż, miło było cię poznać Tori.-powiedział.-I kto wie. Może kiedyś wpdadnę, żeby cię podwieźć do szkoły.
-Dzięki za ostrzeżenie.-odparłam, wystawiając mu język.-Mam tylko nadzieję, że wcześniej zdążę się ubezpieczyć na życie.
Uwolniłam się od moje prześladowcy, zabierając kuzynkę za rękę i mówiąc "cześć" Louis'owi. Pomaszerowałam ciągnąc blondyneczkę za rękę do domu.
Lecz, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, zaatakowałam:
-Nath jak mi mogłaś to zrobić? Dlaczego wpakowałaś mnie na randkę z takim chujem jak on!
Nathalie zaczerwieniła się.
-Harry nie jest żadnym chujem! Nie dajesz mu żadnej szansy!
-Masz rację, nie chcę dać mu szansy.-odparłam.- Harry i jego podobni, uważają, że trzeba być tylko przystojnym i mieć dziary, żeby być zajebistym, a później wbijają ci nóż w lpecy z jakąś pierwszą lepszą.
-Tori, nie każdy ładny chłopak musi być taki jak Nathan.- skarciła mnie.
-Skąd wiesz? Nigdy nie natknęłaś się kogoś takiego jak Nathan. Szczęściara z ciebie!
-Nie natknęłam się, ale znam Harolda i wiem, że on nie jest taki.
Zaczęła pojawiać się w mojej głowie myśl, że Nathana nigdy by się nie przyjaźniła z jakimś chamem.
-Natk nie mówmy o tym więcej.-powiedziałam ptzytulając blondynkę.-Nie warto kłócić się o kogoś takiego jak Harry Styles.
Ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie było to moje ostatnie spotkanie z Harry'm Styles'em. Ta myśl napawała mnie przerażeniem....
______________________________________________________
Wiem, że ten rozdział miał się pojawić dopiero w sobotę, ale pisaliście do mnie na twitter'ze i prosiliście, abym jeszcze dzisiaj dodała. Wiem, że nie jest perfekcyjny, bo pisałam go na szybko, ale proszę skomentujcie go i piszcie co w ogóle sądzicie o tym... Proszę Was bardzo. To motywuje do pisania ;) Dobranoc kochani :*
środa, 9 października 2013
OGŁOSZENIE! ;)
Następnego rozdziału możecie się spodziewać dopiero w sobotę, ponieważ jutro muszę się uczyć, bo w piątek mam olimpiadę z polskiego, a później nocuję w szkole, więc do domu wrócę w sobotę koło południa. Oczywiście później trzeba posprzątać więc pod wieczór w sobotę powinien się pojawić 2 rozdział... Kocham Was i dziękuję już za przekroczenie 200 wyświetleń... :D Teraz Was jeszcze proszę tylko o komentarze, bo to naprawdę pomaga w pisaniu. Jeżelibyście mieli jakiekolwiek pomysły dotyczące opowiadania to komentujcie.... ;) Tutaj macie mojego twiiter'a:https://twitter.com/I_love_Zayn_xD
Please Follow me xx
Please Follow me xx
ROZDZIAŁ 1 "Nietypowe spotkanie..."
Gdy tylko zobaczyłam Nathalie przy drzwiach , wiedziałam, że należy spodziewać się nowych kłopotów.
Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła po schodach do góry, do swojego pokoju. Zatrzasnęła drzwi i z radością zaczęła oznajmiać:
-Mam dla ciebie zajebistą nowinę!
-Co zrobiłaś tym razem?-zapytałam podejrzliwie.
Nathalie wyglądała na obrażoną. Strzeliła focha i pewnie by się długo do mnie nie odzywała, gdyby nie miała tej niby "wspaniałej" nowiny, która zżerała ją od środka, żeby się uwolnić i wypłynąć z jej ust na światło dzienne.
-Co to wogóle za pytanie? Nie martw się, nic złego nie wymyśliłam. Powinnaś mi być raczej wdzięczna za pomoc...
Jakoś nie za specialnie byłam o tym przekonana. Ta pełna tupetu blondyneczka, moja kuzynka, całe życie "pomagała" mi, ale jakoś nigdy nie było za co dziękować. Zawsze pakowała mnie w jakieś zwariowane układy, które zazwyczaj się kończyły miesięcznym szlabanem. Wykańczało mnie to...
-W porządku, Nathalie. Za jaką to wspaniałą i zajebistą wręcz pomoc oczekujesz wdzięczności?
Nathalie uśmiechnęła się tak szeroko, że bez problemu mogłabym policzyć jej wszystkie zęby...
-Wybieramy się jutro do kina, okey?
-Spoko. I co z tego?-Spytałam zdziwiona tak banalną wiadomością.
-Louis pójdzie z nami i zabierze swojego najlepszego przyjaciela dla ciebie.
-Serio? Organizujesz mi randkę z nieznajomym?-zawołałam.-Nathalie, zabiję cię!
-Och, Tori....-zaprotestowała Nathalie.- Randka z nieznajomym- to brzmi całkiem nieźle. Powinno się się pomagać singielkom, a więc ja ci pomagam. Po za tym właśnie się przeprowadziłaś do Londynu, a po za tym jeżeli jest to najlepszy przyjaciel Lou, to naturalne, że...
Przerwałam jej natychmiast.
-Nic z tego Nath. Nie wiem co, nie wiem jak, ale mówię kategorycznie nie. N-I-E! Idźcie sami.
-Ależ Tori, wszystko jest już zaplanowane.-zaczęła lamentować i rozkładać ręce w geście bezradności.-Co ja powiem Louis'owi? Co pomyśli o tym wszystkim Hazza?
-Kim jest ten Hazza?-spytałam mimo wszystko z ciekawości.
-Hazza, czyli Harry bądź Harold jest najlepszym przyjacielem mojego Tomlinsona, ofiaro! Na pewno ci się spodoba. On jest....
-Pozwól, że zgadnę. Jest kimś niezwykłym, prawda?-zrobiłam młynek oczami.
-Oczywiście, że tak łosiu. On jest sławnym chłopakiem z naszej szkoły.-powiedziała Nathalie nie zważając na mój sarkastyczny ton.-Gra z Lou w szkolnej drużynie piłkarskiej. Lou mówi, że jest on idealnym obrońcą liniowym.I jest mega przystojny. Gdyby nie Louis to by już dawno do niego startowała...-poruszyła brwiami znacząco.
Lecz ja na to nie zwracałam, chociaż nawet minimalnej uwagi.
-Jeżeli on jest taki sławny i przystojny, to dlaczego jego najlepszy przyjaciel urządza spotkanie z nim, jak z nieznajomym? Nie idę, Nathalie. To jest moje ostatnie słowo!
"Oszukała mnie znowu." -pomyślałam, wracając godzinę później do domu swoją białą toyotą:
"Dlaczego zawsze daje się wplątać w takie rzeczy?"
To musi być dziedziczne. Ostatecznie to ojciec Nathalie się przyczynił do naszej przeprowadzki do Londynu. Namówił go, że by rzucił dobrą pracę, wrócił z nami do jego rodzinnego miasta i pomógł mu rozkręcić interes z oprogramowaniem komputerowym.
Ustawianie ludzi w ten sposób Nath ma po prostu zakodowane w genach.
Właściwie nie miałam nic przeciwko temu, aby przeprowadzić się do Londynu. I przewidywała jak będzie dalej. Nathalie była może trochę co ja mówię. Nathalie jest na maksa szaloną osobą, taką krejzolką, ale ona i ja byłyśmy bardzo zżyte i cieszyłam się, że będę ją widywać każdego dnia. Nawet myśl o pójściu do nowej szkoły nie przerażała mnie. Właśnie dlatego, że miałam przyjaciół w osobie Nathalie i jej chłopaka Louis'a.
Ale najważniejsze było to, że mogłam uciec od tego zasranego gnojka- Nathana.
Nathan jest w klasie maturalnej. Był moją wielką miłością. Przystojny, wspaniale zbudowany i dokładnie taki, jak c=sobie wymarzyłam. Dopiero później odkryłam, że jest koszmarnym dupkiem i straszliwym egoistą, ale nic nie mogło mnie zranić bardziej niż to, że znalazł sobie nową dziewczynę dzień przed moimi siedemnastymi urodzinami. W tym roku postanowiłam zacząć wszystko od nowa. Od początku pracować bardzo ciężko na dobre stopnie, aby później nie stać się znów obiektem żartów i wyzwisk.
Jechałam ostrożnie. Dostałam prawo jazdy dwa miesiące temu, więc nie miałam jeszcze dużej wprawy w prowadzeniu samochodu.
Na dodatek droga powrotna nie należała do najłatwiejszych. Nathalie mieszkała przy najbardziej ruchliwej drodze w całym Londynie.
Chciałam wjechać na autostradę. Nathalie twierdziła,że zawracanie samochodu to nic trudnego, ale myśl o zrobieniu tego przy tak wielkim ruchu napawała mnie przerażeniem.
Zahamowałam gwałtownie i odczekałam, aż światło na skrzyżowaniu zmieni się na czerwone, zatrzymując ruch na autostradzie. Wydawało mi się, że teraz zawrócę bezpiecznie. Spojrzałam w tylną szybę samochodu, po czym nacisnęłam gaz i ostro skręciłam.
Gdy znalazłam się na ulicy, jasne światło reflektorów oślepiło mnie z tyłu, właściwie nie poczułam uderzenia, usłyszałam jedynie głośny trzask.
Wyskoczyłam mega przestraszona i pobiegłam obejrzeć uszkodzony tył samochodu. Uderzył w nieskazitelnie , lśniące czarne ferrari:
Który wyglądał przed chwilą tak, jakby dopiero co opuścił fabrykę, a teraz miał paskudnie zgnieciony przedni zderzak. Błotnik mojego samochodu był w podobnym stanie.
Drzwi ferrari otworzyły się. Chciałam właśnie powiedzieć, jak mi przykro, ale słowa uwięzły mi w gardle na widok kierowcy wysiadającego z samochodu.
Miał ponad 180 wzrostu, dobrze zbudowany i mega wytatuowany. Twarz była czerwona od powstrzymywanej wściekłości. Wyglądał jak wulkan tuż przed wybuchem.
-Ty!-wrzasnął.-Czy ty w ogóle myślałaś, co robisz, wjeżdżając na autostradę tyłem?! Trzeba być pojebaną idiotką, żeby...
Słowa przeprosin zamarły mi na ustach.
-Ty głupi, krzykliwy neandertalczyku!-odwrzasnęłam z furią.-To wszystko kurwa to twoja wina! Przejechałeś na czerwonym świetle!
-Jakie czerwone światło?! Skręciłem i miałem pierwszeństwo przejazdu,
-Gdybyś uważał debilu, byłbyś w stanie zatrzymać samochód i nie wjechałbyś we mnie.-byłam coraz bardziej wściekła.
-Sorry, ale jesteś jakąś wariatką umysłowo chorą! Nikt nie jest w stanie przewidzieć co zrobi samochód jadą cy tyłem do przodu po autostradzie!
To stwierdzenie doprowadziło mnie do szału.
-Ja nie jechałam tyłem do przodu, tylko próbowałam zawrócić za nim ktoś nadjedzie.
-Cóż, nie ma o czym mówić.-warknął.-Wypadek się zdarzył i nikt tego nie odwróci.
-Wezwiemy policję?-zapytałam.
Ciągle tajemniczy chłopak był nieźle wściekły.
-Po co? Zderzak jest wgnieciony, ale nie na tyle, aby spisać protokół. Mojemu ojcu i tak nie wypłacą za to ubezpieczenia.
-Rozumiem. Najpierw się wściekałeś, ponieważ uszkodził twoje cudne ferrari, a teraz, bo nie zrobiłam tego wystarczająco mocno, by dostać kasę. Cóż, jeżeli staniesz z przodu, to z przyjemnością dokończę dzieła.
-Och, zamknij się już lepiej i podaj mi swój numer telefonu oraz nazwisko i adres.-powiedział, pisząc coś szybko na skrawku papieru.
Przeraziłam się.
-Co takiego chcesz?-zapytałam, z nadzieją, że się przesłyszałam.
-Zapisz mi swoje nazwisko oraz numer telefonu i adres..-powiedział cierpliwie, tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem i do tego nie zupełnie rozwiniętym.
-Czy wywarłam na tobie, aż takie wrażenie?-zapytałam podejrzliwie, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu długopisu i kartki.
-Ależ oczywiście. Kocham i strasznie szaleję za dziewczynami, które rozwalają mi mój samochód.-powiedział ironicznie, robiąc przy tym młynek oczami.-Nie bądź, aż tak głupia. To brytyjska procedura w takiej sytuacji.
-Doprawdy? W ilu już takich sytuacjach byłeś?
-W ani jednej, dopóki nie spotkałem ciebie.-wymieniliśmy się kartkami i przeczytał na głos moje imię i nazwisko.
-Victoria Edwards? To nazwisko już gdzieś słyszałem, ale nie mogę skumać gdzie. Znamy się może?
-Nigdy przedtem cię nie widziałam i nie poznałam, więc mam nadzieję,że więcej razy nie będę musiała.-powiedziałam wyniośle. Chociaż trochę mojej dumy musi wyjść z tego cało. W końcu nie przez przypadek dano mi na imię Victoria, które oznacza zwycięstwo.
Zostawiłam go z kartką w ręku, wsiadłam do samochodu i ruszyłam nie oglądając się za siebie.
* * *
-Nie uwierzysz, co mi się wczoraj przytrafiło, gdy wracałam od ciebie.-powiedziałam do Nathalie w piątek wieczorem, kiedy obie byłyśmy zajęte zbieraniem się na randkę, do której mnie w końcu zmusiła. Osobiście wybrałam to, do tego zrobiłam lekki make up oraz rozpuściłam swoje kręcone włosy. Natomiast Nathalie założyła to i spięła włosy w kłosa i lekki make up.
-Dobrze jest? Mimo wszystko chcę wyglądać jak najładniej dla tego chłopaka, chociaż go jeszcze nigdy nie widziałam.-powiedziałam.
-Perfekcyjnie. Piękna dupcia z ciebie.-puściła mi oczko.-A teraz opowiadaj co ci się przydarzyło.
-Miałam wypadek.-wypaliłam wprost.
-Tori!-krzyknęła Nath wypuszczając z ręki mascarę.
-Och, nie był zbyt poważny.-zapewniłam ją.-Ale to chłopak. Brrr...-otrzepałam się.
-Jaki chłopak?
-Ten, którego stuknęłam, a raczej, który mnie stuknął. W każdym razie...
-Ile miał lat?-przerwała natychmiast Nathalie.
-Nie wiem. -powiedziałam.-Może gdzieś tak siedemnaście. A po co ci to wiedzieć?-zdziwiłam się.
-Czy był przystojny?-Nath się coraz bardziej nakręcała.
Myślę, że tak.-powiedziałam z brakiem jakiegokolwiek entuzjazmu.-Ale jeżeli lubisz typy z małym mózgiem, a z dużymi mięśniami.
-Brzmi zachęcająco! Czy dałaś mu po wypadku nazwisko, adres i numer telefonu? Możliwe, że będzie chciał do ciebie zadzwonić.
-Wątpię. Jego interesują jedynie blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek w rodzaju Taylor.
-Skąd wiesz?-spytała zdziwiona.
-Znam ten ten ty, możesz mi wierzyć.
-Nathan?-zapytała mnie Nathalie współczująco/
-Właśnie.
-Ten sam, który porzucił cię dla...
-Blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek, imieniem Taylor. W każdym razie, ten chłopak tak darł jadaczkę, jakby to była moja wina. Wściekłam się do tego stopnia, że nazwałam go głupim, krzykliwym neandertalczykiem.
-Kto to jest Tori?-zapytała mnie blondynka.
-Jaskiniowiec, barbarzyńca. Taki nienormalny, wulgarny facet,
-Spotkałam kilku chłopaków podobnych do niego.-zauważyła podekscytowana tym wszystkim Nathalie.-Jak się nazywa? Może to ktoś, kogo znam.- puściła oczko.
-Zajrzyj do kieszeni mojego płaszczyka. Tam jest kartka z jego danymi. Nie wiem, kto to jest.
Nathalie popędziła w tamtym kierunku szybciej niż gdybyś powiedziała małemu dziecku, że lody tam dają za darmo.
Poszłam do łazienki zrobić ostatnie poprawki w moim wyglądzie. Kiedy przyszła do mnie Nath była straszni blada.
-Wszystko okey Nathalie? Wyglądasz, gorzej niż gdybyś zobaczyła ducha.-powiedziałam.
-Czuję się okropnie, Tori. Miałaś rację, ten pomysł na randkę w ciemno, w ogóle nie był dobry. Raczej mega koszmarny.
Wytrzeszczyłam na nią oczy i patrzyłam jak na jakąś psychiczną istotę.
-Czy tyś oszalała? Po tym wszystkim to mówisz, w co mnie wpakowałaś?
Nathalie nerwowo połknęła ślinę i wykręcała palce.
-Victoria, jeżeli nie lubisz Harry'ego, powinnaś przynajmniej pamiętać, że to najlepszy przyjaciel Lou, a Louis to mój chłopak i nie chciałabym pod żadnym pozorem go ranić i ...
-I to cię niepokoi, głuptasie? Nie martw się. Jeżeli on jest przyjacielem twoim i Lou, to nie może być aż taki zły.-mrugnęłam do niej.
-No właśnie.-zgodziła się blondynka,-Więc proszę nie osądzaj Harry'ego zbyt pospiesznie i daj mu szansę...
-Nie przejmuj się kochana. To ja powinnam tu być bardziej zdenerwowana, a nie ty.-ucałowałam ją w policzek.
Właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-O Boże!-zawołała Nathalie.-Oni już są. Tori ja naprawdę, nie miałam zielonego pojęcia...
-Spokojnie, kochana.-zaczęłam się z niej śmiać.
-Tori, dziś wieczorem może zdarzyć wiele rzeczy i niekoniecznie samych dobrych.
-Czy nie sądzisz, że trzeba wpuścić chłopaków?-zasugerowałam.
-Myślę,że tak.-westchnęła niechętnie Nathalie.
Przeszła korytarzem, jak gdyby szła na krzesło elektryczne, potem gwałtownie otworzyła drzwi frontowe.
-Louis!Harry!-zawołała z lekką histerią w głosie.-Wejdźcie! Czekamy na was. Tori przywitaj się z Lou, a to...-Nathalie przerwała i wzięła głęboki oddech.-A to jest Harry Styles.
Podeszłam do niego, gdy Nathalie dokonywała prezentacji i w jednej chwili zrozumiałam dziwne zachowanie blondynki.
Stanęłam twarzą w twarz a z głupim, krzykliwym neandertalczykiem....
_____________________________________________________
Jeeeej i mamy już pierwszy rozdział za sobą. Trochę długi wiem, ale chciałam przedstawić główne postaci w pierwszym rozdziale. Mam wielką nadzieję, że Wam się spodoba.... Kocham Was i proszę komentujcie ;)
Gdy tylko zobaczyłam Nathalie przy drzwiach , wiedziałam, że należy spodziewać się nowych kłopotów.
Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła po schodach do góry, do swojego pokoju. Zatrzasnęła drzwi i z radością zaczęła oznajmiać:
-Mam dla ciebie zajebistą nowinę!
-Co zrobiłaś tym razem?-zapytałam podejrzliwie.
Nathalie wyglądała na obrażoną. Strzeliła focha i pewnie by się długo do mnie nie odzywała, gdyby nie miała tej niby "wspaniałej" nowiny, która zżerała ją od środka, żeby się uwolnić i wypłynąć z jej ust na światło dzienne.
-Co to wogóle za pytanie? Nie martw się, nic złego nie wymyśliłam. Powinnaś mi być raczej wdzięczna za pomoc...
Jakoś nie za specialnie byłam o tym przekonana. Ta pełna tupetu blondyneczka, moja kuzynka, całe życie "pomagała" mi, ale jakoś nigdy nie było za co dziękować. Zawsze pakowała mnie w jakieś zwariowane układy, które zazwyczaj się kończyły miesięcznym szlabanem. Wykańczało mnie to...
-W porządku, Nathalie. Za jaką to wspaniałą i zajebistą wręcz pomoc oczekujesz wdzięczności?
Nathalie uśmiechnęła się tak szeroko, że bez problemu mogłabym policzyć jej wszystkie zęby...
-Wybieramy się jutro do kina, okey?
-Spoko. I co z tego?-Spytałam zdziwiona tak banalną wiadomością.
-Louis pójdzie z nami i zabierze swojego najlepszego przyjaciela dla ciebie.
-Serio? Organizujesz mi randkę z nieznajomym?-zawołałam.-Nathalie, zabiję cię!
-Och, Tori....-zaprotestowała Nathalie.- Randka z nieznajomym- to brzmi całkiem nieźle. Powinno się się pomagać singielkom, a więc ja ci pomagam. Po za tym właśnie się przeprowadziłaś do Londynu, a po za tym jeżeli jest to najlepszy przyjaciel Lou, to naturalne, że...
Przerwałam jej natychmiast.
-Nic z tego Nath. Nie wiem co, nie wiem jak, ale mówię kategorycznie nie. N-I-E! Idźcie sami.
-Ależ Tori, wszystko jest już zaplanowane.-zaczęła lamentować i rozkładać ręce w geście bezradności.-Co ja powiem Louis'owi? Co pomyśli o tym wszystkim Hazza?
-Kim jest ten Hazza?-spytałam mimo wszystko z ciekawości.
-Hazza, czyli Harry bądź Harold jest najlepszym przyjacielem mojego Tomlinsona, ofiaro! Na pewno ci się spodoba. On jest....
-Pozwól, że zgadnę. Jest kimś niezwykłym, prawda?-zrobiłam młynek oczami.
-Oczywiście, że tak łosiu. On jest sławnym chłopakiem z naszej szkoły.-powiedziała Nathalie nie zważając na mój sarkastyczny ton.-Gra z Lou w szkolnej drużynie piłkarskiej. Lou mówi, że jest on idealnym obrońcą liniowym.I jest mega przystojny. Gdyby nie Louis to by już dawno do niego startowała...-poruszyła brwiami znacząco.
Lecz ja na to nie zwracałam, chociaż nawet minimalnej uwagi.
-Jeżeli on jest taki sławny i przystojny, to dlaczego jego najlepszy przyjaciel urządza spotkanie z nim, jak z nieznajomym? Nie idę, Nathalie. To jest moje ostatnie słowo!
"Oszukała mnie znowu." -pomyślałam, wracając godzinę później do domu swoją białą toyotą:
"Dlaczego zawsze daje się wplątać w takie rzeczy?"
To musi być dziedziczne. Ostatecznie to ojciec Nathalie się przyczynił do naszej przeprowadzki do Londynu. Namówił go, że by rzucił dobrą pracę, wrócił z nami do jego rodzinnego miasta i pomógł mu rozkręcić interes z oprogramowaniem komputerowym.
Ustawianie ludzi w ten sposób Nath ma po prostu zakodowane w genach.
Właściwie nie miałam nic przeciwko temu, aby przeprowadzić się do Londynu. I przewidywała jak będzie dalej. Nathalie była może trochę co ja mówię. Nathalie jest na maksa szaloną osobą, taką krejzolką, ale ona i ja byłyśmy bardzo zżyte i cieszyłam się, że będę ją widywać każdego dnia. Nawet myśl o pójściu do nowej szkoły nie przerażała mnie. Właśnie dlatego, że miałam przyjaciół w osobie Nathalie i jej chłopaka Louis'a.
Ale najważniejsze było to, że mogłam uciec od tego zasranego gnojka- Nathana.
Nathan jest w klasie maturalnej. Był moją wielką miłością. Przystojny, wspaniale zbudowany i dokładnie taki, jak c=sobie wymarzyłam. Dopiero później odkryłam, że jest koszmarnym dupkiem i straszliwym egoistą, ale nic nie mogło mnie zranić bardziej niż to, że znalazł sobie nową dziewczynę dzień przed moimi siedemnastymi urodzinami. W tym roku postanowiłam zacząć wszystko od nowa. Od początku pracować bardzo ciężko na dobre stopnie, aby później nie stać się znów obiektem żartów i wyzwisk.
Jechałam ostrożnie. Dostałam prawo jazdy dwa miesiące temu, więc nie miałam jeszcze dużej wprawy w prowadzeniu samochodu.
Na dodatek droga powrotna nie należała do najłatwiejszych. Nathalie mieszkała przy najbardziej ruchliwej drodze w całym Londynie.
Chciałam wjechać na autostradę. Nathalie twierdziła,że zawracanie samochodu to nic trudnego, ale myśl o zrobieniu tego przy tak wielkim ruchu napawała mnie przerażeniem.
Zahamowałam gwałtownie i odczekałam, aż światło na skrzyżowaniu zmieni się na czerwone, zatrzymując ruch na autostradzie. Wydawało mi się, że teraz zawrócę bezpiecznie. Spojrzałam w tylną szybę samochodu, po czym nacisnęłam gaz i ostro skręciłam.
Gdy znalazłam się na ulicy, jasne światło reflektorów oślepiło mnie z tyłu, właściwie nie poczułam uderzenia, usłyszałam jedynie głośny trzask.
Wyskoczyłam mega przestraszona i pobiegłam obejrzeć uszkodzony tył samochodu. Uderzył w nieskazitelnie , lśniące czarne ferrari:
Który wyglądał przed chwilą tak, jakby dopiero co opuścił fabrykę, a teraz miał paskudnie zgnieciony przedni zderzak. Błotnik mojego samochodu był w podobnym stanie.
Drzwi ferrari otworzyły się. Chciałam właśnie powiedzieć, jak mi przykro, ale słowa uwięzły mi w gardle na widok kierowcy wysiadającego z samochodu.
Miał ponad 180 wzrostu, dobrze zbudowany i mega wytatuowany. Twarz była czerwona od powstrzymywanej wściekłości. Wyglądał jak wulkan tuż przed wybuchem.
-Ty!-wrzasnął.-Czy ty w ogóle myślałaś, co robisz, wjeżdżając na autostradę tyłem?! Trzeba być pojebaną idiotką, żeby...
Słowa przeprosin zamarły mi na ustach.
-Ty głupi, krzykliwy neandertalczyku!-odwrzasnęłam z furią.-To wszystko kurwa to twoja wina! Przejechałeś na czerwonym świetle!
-Jakie czerwone światło?! Skręciłem i miałem pierwszeństwo przejazdu,
-Gdybyś uważał debilu, byłbyś w stanie zatrzymać samochód i nie wjechałbyś we mnie.-byłam coraz bardziej wściekła.
-Sorry, ale jesteś jakąś wariatką umysłowo chorą! Nikt nie jest w stanie przewidzieć co zrobi samochód jadą cy tyłem do przodu po autostradzie!
To stwierdzenie doprowadziło mnie do szału.
-Ja nie jechałam tyłem do przodu, tylko próbowałam zawrócić za nim ktoś nadjedzie.
-Cóż, nie ma o czym mówić.-warknął.-Wypadek się zdarzył i nikt tego nie odwróci.
-Wezwiemy policję?-zapytałam.
Ciągle tajemniczy chłopak był nieźle wściekły.
-Po co? Zderzak jest wgnieciony, ale nie na tyle, aby spisać protokół. Mojemu ojcu i tak nie wypłacą za to ubezpieczenia.
-Rozumiem. Najpierw się wściekałeś, ponieważ uszkodził twoje cudne ferrari, a teraz, bo nie zrobiłam tego wystarczająco mocno, by dostać kasę. Cóż, jeżeli staniesz z przodu, to z przyjemnością dokończę dzieła.
-Och, zamknij się już lepiej i podaj mi swój numer telefonu oraz nazwisko i adres.-powiedział, pisząc coś szybko na skrawku papieru.
Przeraziłam się.
-Co takiego chcesz?-zapytałam, z nadzieją, że się przesłyszałam.
-Zapisz mi swoje nazwisko oraz numer telefonu i adres..-powiedział cierpliwie, tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem i do tego nie zupełnie rozwiniętym.
-Czy wywarłam na tobie, aż takie wrażenie?-zapytałam podejrzliwie, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu długopisu i kartki.
-Ależ oczywiście. Kocham i strasznie szaleję za dziewczynami, które rozwalają mi mój samochód.-powiedział ironicznie, robiąc przy tym młynek oczami.-Nie bądź, aż tak głupia. To brytyjska procedura w takiej sytuacji.
-Doprawdy? W ilu już takich sytuacjach byłeś?
-W ani jednej, dopóki nie spotkałem ciebie.-wymieniliśmy się kartkami i przeczytał na głos moje imię i nazwisko.
-Victoria Edwards? To nazwisko już gdzieś słyszałem, ale nie mogę skumać gdzie. Znamy się może?
-Nigdy przedtem cię nie widziałam i nie poznałam, więc mam nadzieję,że więcej razy nie będę musiała.-powiedziałam wyniośle. Chociaż trochę mojej dumy musi wyjść z tego cało. W końcu nie przez przypadek dano mi na imię Victoria, które oznacza zwycięstwo.
Zostawiłam go z kartką w ręku, wsiadłam do samochodu i ruszyłam nie oglądając się za siebie.
* * *
-Nie uwierzysz, co mi się wczoraj przytrafiło, gdy wracałam od ciebie.-powiedziałam do Nathalie w piątek wieczorem, kiedy obie byłyśmy zajęte zbieraniem się na randkę, do której mnie w końcu zmusiła. Osobiście wybrałam to, do tego zrobiłam lekki make up oraz rozpuściłam swoje kręcone włosy. Natomiast Nathalie założyła to i spięła włosy w kłosa i lekki make up.
-Dobrze jest? Mimo wszystko chcę wyglądać jak najładniej dla tego chłopaka, chociaż go jeszcze nigdy nie widziałam.-powiedziałam.
-Perfekcyjnie. Piękna dupcia z ciebie.-puściła mi oczko.-A teraz opowiadaj co ci się przydarzyło.
-Miałam wypadek.-wypaliłam wprost.
-Tori!-krzyknęła Nath wypuszczając z ręki mascarę.
-Och, nie był zbyt poważny.-zapewniłam ją.-Ale to chłopak. Brrr...-otrzepałam się.
-Jaki chłopak?
-Ten, którego stuknęłam, a raczej, który mnie stuknął. W każdym razie...
-Ile miał lat?-przerwała natychmiast Nathalie.
-Nie wiem. -powiedziałam.-Może gdzieś tak siedemnaście. A po co ci to wiedzieć?-zdziwiłam się.
-Czy był przystojny?-Nath się coraz bardziej nakręcała.
Myślę, że tak.-powiedziałam z brakiem jakiegokolwiek entuzjazmu.-Ale jeżeli lubisz typy z małym mózgiem, a z dużymi mięśniami.
-Brzmi zachęcająco! Czy dałaś mu po wypadku nazwisko, adres i numer telefonu? Możliwe, że będzie chciał do ciebie zadzwonić.
-Wątpię. Jego interesują jedynie blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek w rodzaju Taylor.
-Skąd wiesz?-spytała zdziwiona.
-Znam ten ten ty, możesz mi wierzyć.
-Nathan?-zapytała mnie Nathalie współczująco/
-Właśnie.
-Ten sam, który porzucił cię dla...
-Blondynki z krótkimi włosami, z drużyny cheerleaderek, imieniem Taylor. W każdym razie, ten chłopak tak darł jadaczkę, jakby to była moja wina. Wściekłam się do tego stopnia, że nazwałam go głupim, krzykliwym neandertalczykiem.
-Kto to jest Tori?-zapytała mnie blondynka.
-Jaskiniowiec, barbarzyńca. Taki nienormalny, wulgarny facet,
-Spotkałam kilku chłopaków podobnych do niego.-zauważyła podekscytowana tym wszystkim Nathalie.-Jak się nazywa? Może to ktoś, kogo znam.- puściła oczko.
-Zajrzyj do kieszeni mojego płaszczyka. Tam jest kartka z jego danymi. Nie wiem, kto to jest.
Nathalie popędziła w tamtym kierunku szybciej niż gdybyś powiedziała małemu dziecku, że lody tam dają za darmo.
Poszłam do łazienki zrobić ostatnie poprawki w moim wyglądzie. Kiedy przyszła do mnie Nath była straszni blada.
-Wszystko okey Nathalie? Wyglądasz, gorzej niż gdybyś zobaczyła ducha.-powiedziałam.
-Czuję się okropnie, Tori. Miałaś rację, ten pomysł na randkę w ciemno, w ogóle nie był dobry. Raczej mega koszmarny.
Wytrzeszczyłam na nią oczy i patrzyłam jak na jakąś psychiczną istotę.
-Czy tyś oszalała? Po tym wszystkim to mówisz, w co mnie wpakowałaś?
Nathalie nerwowo połknęła ślinę i wykręcała palce.
-Victoria, jeżeli nie lubisz Harry'ego, powinnaś przynajmniej pamiętać, że to najlepszy przyjaciel Lou, a Louis to mój chłopak i nie chciałabym pod żadnym pozorem go ranić i ...
-I to cię niepokoi, głuptasie? Nie martw się. Jeżeli on jest przyjacielem twoim i Lou, to nie może być aż taki zły.-mrugnęłam do niej.
-No właśnie.-zgodziła się blondynka,-Więc proszę nie osądzaj Harry'ego zbyt pospiesznie i daj mu szansę...
-Nie przejmuj się kochana. To ja powinnam tu być bardziej zdenerwowana, a nie ty.-ucałowałam ją w policzek.
Właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-O Boże!-zawołała Nathalie.-Oni już są. Tori ja naprawdę, nie miałam zielonego pojęcia...
-Spokojnie, kochana.-zaczęłam się z niej śmiać.
-Tori, dziś wieczorem może zdarzyć wiele rzeczy i niekoniecznie samych dobrych.
-Czy nie sądzisz, że trzeba wpuścić chłopaków?-zasugerowałam.
-Myślę,że tak.-westchnęła niechętnie Nathalie.
Przeszła korytarzem, jak gdyby szła na krzesło elektryczne, potem gwałtownie otworzyła drzwi frontowe.
-Louis!Harry!-zawołała z lekką histerią w głosie.-Wejdźcie! Czekamy na was. Tori przywitaj się z Lou, a to...-Nathalie przerwała i wzięła głęboki oddech.-A to jest Harry Styles.
Podeszłam do niego, gdy Nathalie dokonywała prezentacji i w jednej chwili zrozumiałam dziwne zachowanie blondynki.
Stanęłam twarzą w twarz a z głupim, krzykliwym neandertalczykiem....
_____________________________________________________
Jeeeej i mamy już pierwszy rozdział za sobą. Trochę długi wiem, ale chciałam przedstawić główne postaci w pierwszym rozdziale. Mam wielką nadzieję, że Wam się spodoba.... Kocham Was i proszę komentujcie ;)
wtorek, 8 października 2013
BOHATEROWIE:
Victoria Edwards-Wysoka kręcono włosa szatynka o czekoladowych oczach.Ma 16 lat i przeprowadziła się do Londynu wraz z rodzicami. Jej najlepszą przyjaciółką, a także kuzynką jest Nathalie.
Nathalie Edwards-Średniego wzrostu, niebieskooka blondynka. Ma 16 lat i mieszka w Londynie. Szalona dziewczyna. W szkole jest bardzo lubiana.Jej chłopakiem jest Louis Tomlinson.
Louis Tomlinson-Wysoki, brązowooki szatyn. Mieszka w Londynie. Gra w szkolnej drużynie piłkarskiej. Jest właścicielem wielu tatuaży.Jego najlepszym przyjacielem jest Harry Styles.
Harry Styles-Wysoki, zielonooki szatyn z kręconymi włosami. Mieszka w Londynie. Należy do szkolnej drużyny piłkarskiej. Ma powodzenie u dziewczyn. Wiele osób się boi go, ponieważ gdy trzeba umie załatwić różne sprawy. Posiada wiele tatuaży jest uważany za bad boy'a.
______________________________________________________
Mam już dla Was bohaterów, oraz jeszcze dzisiaj postaram się dodać rozdział pierwszy... :)
Victoria Edwards-Wysoka kręcono włosa szatynka o czekoladowych oczach.Ma 16 lat i przeprowadziła się do Londynu wraz z rodzicami. Jej najlepszą przyjaciółką, a także kuzynką jest Nathalie.
Nathalie Edwards-Średniego wzrostu, niebieskooka blondynka. Ma 16 lat i mieszka w Londynie. Szalona dziewczyna. W szkole jest bardzo lubiana.Jej chłopakiem jest Louis Tomlinson.
Louis Tomlinson-Wysoki, brązowooki szatyn. Mieszka w Londynie. Gra w szkolnej drużynie piłkarskiej. Jest właścicielem wielu tatuaży.Jego najlepszym przyjacielem jest Harry Styles.
Harry Styles-Wysoki, zielonooki szatyn z kręconymi włosami. Mieszka w Londynie. Należy do szkolnej drużyny piłkarskiej. Ma powodzenie u dziewczyn. Wiele osób się boi go, ponieważ gdy trzeba umie załatwić różne sprawy. Posiada wiele tatuaży jest uważany za bad boy'a.
______________________________________________________
Mam już dla Was bohaterów, oraz jeszcze dzisiaj postaram się dodać rozdział pierwszy... :)
PROLOG "Wszystko w życiu ma jakiś sens"
Zawsze wszystko ma swój początek, rozwinięcie i koniec. Nawet taka głupia, znienawidzona rozprawka na polskim. Tylko dlaczego? Dlaczego musi się coś zacząć? Przecież życie i nauka w szkole byłaby o wiele banalniejsza, gdyby nie było tych wszystkich wojen i bitew na historii, lub regułek i wzorów na matematyce, albo chociaż gdyby na polskim nie było lektur, którego języka z tamtych lat nikt i tak nie rozumie. Ale co by było wtedy z życiem? Byłby codzienny rytuał bez żadnej nowej sprawy, wydarzenia lub przełomowego odkrycia w dziele nauki. Powstałaby nicość... Tak jak powstaje nicość w sercu, gdy nie ma w nim miłości. Czym jest miłość? Nikt tego naprawdę nie wie, ale jak tu żyć, gdy nie ma przy tobie, ukochanej osoby, która by cię wspierała w tym co robisz... Miłość to mocne i prawdziwe słowo... Lecz gdy jej zabraknie pochłania cię czarna, nic nie znacząca otchłań. Pożera i pochłania cię nicość.....
Jestem Kate i będę na tym blogu pisała opowiadanie z udziałem chłopaków z One Direction. Zespół w tym opowiadaniu NIE ISTNIEJE! Są to zwykli chłopcy, którzy chodzą do szkoły i zmagają się z codziennością i nastoletnimi problemami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









