piątek, 25 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 4 "Walka o życie wśród NIEGO-ciąg dalszy"



 Kiedy obudziłam się następnego ranka i zeszłam na dół, zastałam w kuchni małe zamieszanie. Tata zabrał się za przygotowywanie śniadania, a mama, ze świeżo umytą głową owiniętą w ręcznik, prasowała jego koszulę.
-Co się tutaj dzieje?-zapytałam ledwo powstrzymując ziewanie, co i tak nie wyszło najlepiej.
-Chyba będziesz dzisiaj sama, kochanie.-odpowiedziała mama.- Umówiłyśmy się z pośrednikiem z biura handlu nieruchomościami. Rodzice Nathalie również tam będą.  Chyba znaleźliśmy biuro, które można wynająć więc bardzo chętnie przeniesiemy się z piwnicy do tego biura.

- To świetnie! Będę mogła  pracować po szkole na jedną czwartą etatu, a wy możecie mnie wciągnąć na listę płac.-puściłam do nich oczko.
-Czasami wydaje mi się, że i tak jesteś najlepiej opłacanym członkiem naszej rodziny.-powiedział tata śmiejąc się przy smażeniu sadzonych jajek.- Lecz z drugiej strony, jeśli będziesz pracować u mnie, to zarobisz za naprawę samochodu.
-Kurde, dlaczego wszyscy myślą, że ten głupi wypadek był z mojej winy?-zapytałam urażona, na co tata się tylko zaśmiał. Taaa rozumowanie moich rodziców... Przewróciłam tylko oczami i wróciłam do swojego pokoju. Ten poranek nie zaczął się najlepiej. Do tego musiałam czekać, aż zwolni się łazienka i suszarka do włosów. Po prostu świetnie!
   W końcu umyłam włosy i je wysuszyłam, ale i tak wyglądały okropnie, więc związałam je w koński ogon. Później czekał na mnie kolejny problem, czyli co jam mam ubrać. Po przesiedzenie przed szafą 20 minut i wyrzuceniu prawie całej jej zawartości, zdecydowałam się na ten zestaw:

 Rodzice wychodząc jeszcze zawołali, żebym jechała ostrożnie. A ja odpowiedziałam , że zawsze tak jeżdżę. Dopiero wypowiadając te słowa doszło do mnie, że  tak właściwie boję się prowadzić, śmiertelnie się boję. Cały czas miałam przed oczami tamten wypadek. Ten metaliczny odgłos uderzających się o siebie samochodów i te wszystkie okropne rzeczy, które powiedział mi Harry. Wiedziałam, że nie dam rady dzisiaj prowadzić. Może jutro, albo któregoś innego dnia... Pomyślałam, że zadzwonię do ?Nathalie i poproszę, żeby podwiozła mnie dzisiaj. Poszłam do swojego pokoju bo mojego Iphona i wybrałam numer Nath. Nie odbierała... Wyszłam przed swój dom  i ujrzałam oddalający się samochód mojej kuzynki. Akurat dzisiaj Nathalie musiała wcześniej pojechać... Z westchnieniem pobiegłam na przystanek autobusowy.
   Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu pierwsze lekcje w szkole nie były takie złe. Kilka przyjaciółek Nathalie pamiętało mnie mnie z wczorajszego dnia, a dziewczyna, która siedziała za mną na matematyce zauważyła, że ja i Nath mamy te same nazwiska.
-Nazywasz się Victoria Edwards, prawda?-zapytała, kiedy kończyła się trzecia lekcja i rozległ się dzwonek.-Czy jesteś spokrewniona z Nathalie Edwards?
-Jesteśmy kuzynkami.-odpowiedziałam, biorąc książki i idąc w stronę drzwi.-Mój ojciec i ojciec Nath to bracia...
    Nagle poleciałam na ścianę. Sala gwałtownie zawirowała mi przed oczami, następnie ktoś chwycił mnie i przytrzymał, żebym odzyskała równowagę. Nie musiałam nawet podnosić głowy, bo i tak wiedziałam, że to Styles wpadł na mnie.
-Czy nic ci nie jest, Tori?-spytał, ciągle jeszcze mnie trzymając.
-Myślę, że nic.-powiedziałam słabo. Nie zapytałam czy jemu nic nie jest. Ale skoro był wyższy o jakieś 10 cm i cięższy o jakieś 20 kg doszłam do wniosku, że nie było to konieczne.
Harry puścił mnie i podniósł książki.
-Ej no Styles, nie atakuj dziewczyn, większe sukcesy odniesiesz jako ich obrońca.-poradził mu jakiś chłopak.
Inny zaśmiał się.
-Kiedy Harry wpada na dziewczynę, to dopiero jest zderzenie.-dodał.
   Wyrwałam Stylesowi swoje książki i pobiegłam na korytarz. Po raz pierwszy, odkąd przeprowadziliśmy się do Londynu, pomyślałam o moich starych przyjaciołach i szkole. Chyba zaczynałam tęsknić i trochę żałować, że tutaj przyjechaliśmy. "Nie myśl o tym- mówiłam sobie- to tylko pogorszy sprawę..." Wiedziałam, że mogę zwierzyć się  Nathalie ze wszystkick swoich problemów. Chciałam to zrobić, ale kiedy spotkałam ją na w stołówce, Nath miała inne plany.
-Siadaj z nami Tori, zapoznam cię z naszą paczką.-powiedział uśmiechając się do mnie.
Wskazała stół, przy którym siedzieli Louis i Harry z jakąś blondynką, piękną brunetką i trzema chłopakami, których wcześniej nie widziałam.
-Czy paczka obejmuje również Stylesa?-zapytałam.
 Nath skrzywiła się.
-Serio? Znów zamierzasz zacząć wszystko od nowa?-zapytała przewracając oczami.
Potrząsnęłam głową.
-Nie. Mam dość Harrego do... Nich pomyślę, a już wiem. Do końca życia.
  Zakończyłam naszą rozmowę przysiadając się do do dwóch dziewczyn, które poznałam w bibliotece, a które przedstawiły się jako Agnes i Emma.
-Nie odwracaj się.-szepnęła podekscytowana Emma, gdy jedliśmy lunch.-Nie zgadniesz kto się nam przygląda. Nie kto inny, jak sam Harry Styles.
-Bujasz.-wykrzyknęła Agnes, odwracająć się nagle.
-Jest zajebisty.
-No bez przesady. Nie jest wcale taki wspaniały.-wymamrotałam od niechcenia, nawet nie podnosząc  wzroku od talerza.
-Nie jest wspaniały? -wykrzyknęły obydwie.
-Czy ty zwariowałaś?-zapytała mnie Agnes - Nie ma dziewczyny   w tej szkole, która nie szalałaby na jego punkcie.
-Owszem jest.-powiedziałam sucho.-Tak długo, jak będę w tej szkole, to będę taką dziewczyną. 
   Obydwie mnie zmierzyły mnie wzrokiem, który nie ukrywał pogardy. Taa , też was kocham.
  Zaczęła się piąta lekcja, a ja dalej się zastanawiałam , dlaczego Agnes, Emma i cała żeńska część szkoły tak szaleje za Harrym, kiedy nagle zobaczyłam, że wchodzi do pracowni. Wszystkie dziewczyny stłoczyły się wokół niego, czekając na nauczyciela. Wszystkie, prócz mnie pozostawiając mnie na pastwę Nathana Sykesa. Ale i ja, mimo że rozmawiałam z Nathanem, spoglądałam ukradkiem na drugą stronę sali , gdzie Harry rozmawiał z blondynką, którą widziałam w barze.
-Założę się, że ma na imię Jennifer.-mruknęłam, przerywając Nathanowi w pół zdania.
 Sykes podniósł brwi.
-Blondynka? Tak. Skąd wiedziałaś?
-Zgadłam- powiedziałam z goryczą.
   Harry nie próbował nawet ze mną rozmawiać i nie bardzo wiedziałam, czy mam z tego powodu się cieszyć, czy martwić. Oczywiście, nie lubiłam go i nie pragnęłam jego towarzystwa. Z drugiej strony winien mi był przeprosiny za niedawne zderzenie.
-Tori, chciałabyś?-głos Nathana przerwał moje rozmyślenia i dotarło do mnie, że czeka na odpowiedź. Uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia o co on pytał.
-Przepraszam cię Nathan. Zamyśliłam się...-zaczęłam i w tym momencie przerwał mi dzwonek.
-Porozmawiamy o tym później.-szepnął po czym pocałował mnie w policzek. Doznałam nieprzyjemnego uczucia, że Nathalie nie bez powodu przestrzegała mnie przed nim.
  Sykes próbował ze mną rozmawiać po chemii, ale uciekłam, zanim do mnie podszedł. Godzinę później , po ostatniej lekcji, odbyłam jeszcze jedną wędrówkę do mojej szafki, ciesząc się, że przetrwałam dzień mając tylko jeden wypadek. Niestety los mi nigdy nie sprzyja. Harry stał przed swoją szafką i układał książki. Nie powiem byłam trochę zdziwiona jego widokiem. Myślałam, że jest na treningu. Po chwili dopiero sobie przypomniałam, że Louis powiedział dzisiaj Nath, że drużyna będzie oglądać filmy z poprzednich meczy, więc wyjdą dzisiaj wcześniej. Więc bez dwóch zdań nie było możliwości , aby Harrego ominąć. Pomaszerowałam do swojej szafki. Uklękłam, życząc Nathalie w duchu wszystkiego najlepszego, za  to, że wybrała szafkę, akurat w tym miejscu. Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwiczek szafki Stylesa i jednocześnie poczułam silne szarpnięcie za mój koński ogon.
-Auuu!-jęknęłam.
   Harry kuż odchodził, ale się odwrócił, słysząc jęk.
-Czy coś się stało?-zapytał ze zdziwieniem.
Wyzywałam go od wszystkich głupich  kretynów w głowie, lecz do niego tylko powiedziałam:
-Moje włosy! Przytrzasnąłeś je drzwiczkami swojej szafki!
-No, no, no-powiedział, a jego złośliwy uśmieszek przemknął po jego twarzy.-Bardzo interesująca sytuacja. Nie sądzisz tak Victorio?
-No po prostu ubaw co nie miara. Nie wiem jak ja mogę jeszcze nie leżeć  i turlać się na podłodze ze śmiechu.-powiedział sarkastycznie, po czym trochę spuściłam z tonu.-Styles, no proszę, uwolnij mnie.
    Popatrzył na mnie z góry, ciągle złośliwie się uśmiechając.
-Wow, potrzebujesz mojej pomocy. Po prostu nie wierzę.
-Uwolnij mnie!-krzyknęłam ze złością, lecz próbowałam, co w cale nie było łatwe, nie powyzywać go od kretynów i debili.
-Uwolnię cię za kilka minut.-odpowiedział, po czym usiadł po drugiej stronie opierając się o szafki.-Poczekajmy, aż wszyscy wyjadą, zanim zostanie wypuszczona Niszczycielka Tori i będzie mogła terroryzować kierowców na autostradzie.
-Uwolnij mnie, Jason!-wykrzyknęłam, zanim uświadomiłam sobie znaczenie swoich słów.
   Styles podniósł brwi.

-Jason? Kto to jest Jason? Jestem Harry Głupi Neandertalczyk, zapomniałaś?-mówił zdziwiony.
-Wypuścisz mnie, czy nie?- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Dopiero wtedy, gdy dowiem się, kim jest Jason.-powiedział Harry.
  Byłam strasznie na niego wściekła, ale nie na tyle, żeby nie docenić, że jest przystojny. Miał pewne siebie uparte spojrzenie, co było sprzeczne z jego ciemnymi loczkami.
-Jason to beznadziejny, bez mózgowy tępak, kretyn, debil i wszystko inne. -warknęłam.
-Nic dziwnego, że nas pomyliłaś.-odrzekł.
  Spojrzałam na niego groźnie.
-Wow...Normalnie powinieneś dostać Nobla. A teraz czy byłbyś tak łaskawy mnie uwolnić, zanim ucieknie mi autobus?
  Harry podniósł się szybko. Otworzył szafkę i uwolnił moje włosy. Pozbierałam książki i pobiegłam ile sił miałam do drzwi. Niestety, ostatni autobus właśnie ruszał.
-Serdeczne dzięki.-jęknęłam, gdy Styles mnie dogonił.- Teraz muszę spróbować znaleźć Nathalie, żeby mnie odwiozła do domu.
-Autobus uciekł ci z mojego powodu, więc ja cię odwiozę do domu.-powiedział.
-Taa, chyba po moim trupie. Nie, dzięki, ale już miałam okazję zobaczyć jak prowadzisz. Z Nath będę bezpieczniejsza.- odpowiedziałam, zmierzając w stronę parkingu.
  Harry szedł ciągle koło mnie.
-A właściwie dlaczego przyjechałaś autobusem?
-Mój...mój samochód nie jest jeszcze naprawiony.-skłamałam. Nawet Nathalie nie powiedziałam, że boję się siąść za kierownicą, więc tym bardziej jemu tego nie powiem. 
   Kiedy zbliżaliśmy się do parkingu, zauważyłam oddalający się samochód mojej kuzynki.
-No nie!Kurde!-zawołałam. Złapałam moją torbę z książkami i rozpoczęłam pościg po asfaltowej drodze za odjeżdżającym autem Nathalie. Kiedy dogoniłam go, szarpnęłam tylne drzwi i wskoczyłam do środka, podczas gdy samochód nadal jechał.
-Nath, błagam cię podwieź mnie do domu...-wysapałam upadłszy bez sił na tylne siedzenie.
   Nagle zobaczyłam, że Styles machnął niedbale ręką, wyprzedzając nas swoim  ferrari.
Nathalie też mu pomachała, a ja pokazałam mu środkowy palec.
-Boże, Tori mogłabyś być milsza.-pouczyła mnie Nath.
-Taa jasne...-odpowiedziałam ze złośliwym uśmiechem.-Powiedz mi, Nath, która klasa ma czwartą lekcję z panem Andersonem?
-Chodzi o fizykę? Hazza właśnie szedł na fizykę, kiedy wpadł na ciebie.
-Skąd o tym wiesz?-zapytałam zdziwiona.
-Lou mi o tym powiedział. Szedł z Harrym do klasy. Powiedział, że Harry martwił się czy ci się nic nie stało. Wiesz to było bardzo miłe i romantyczne.
   Wzniosłam oczy do nieba.
-O, to było cudowne. Prawie jak czołowe zderzenie z ciężarówką.
    Ale to nie była prawda. Ciężarówka nie ma tak silnych ramion, nie jest tak ciepła i  nie roztacza tak bardzo przyjemnego męskiego zapachu.

     Przez moment zawstydziłam się, ale zaraz poczułam nagły przypływ gniewu. Styles zniszczył mój samochód. Ale to nic w porównaniu z tym, do jakiego stopnia zburzył mój wewnętrzny, wieczny spokój.  








___________________________________________________________________________



 Dzisiaj jest pierwszy koncert One Direction trasy  Where We Are. Boże tacy nasi mali chłopcy. Szkoda, że nie będę na żadnym z tych koncertów. Ale szczerzę wierzę, że kiedyś Polska się znajdzie w tej liście. Niall na TT: 
  "Jesteśmy wdzięczni za wszystko!Nie mogę uwierzyć, że ci 
chłopcy grają dziś wieczorem na stadionie! Dziękuję Wam 

bardzo! Kocham Was"




Przepraszam za tak długą nieobecność, ale postaram się teraz dodawać co tydzień, chyba że uda się częściej... KOCHAM WAS!!!

sobota, 18 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 2 " Ten Pan i ta Pani są na siebie skazani..."



    CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!



   Kolejna lekcja w czyteli minęła bez żadnej sensacji, ale kiedy szłam na czwartą lekcję, którą była chemia, i dotarłam do sali pełnej maszyn do pisania, pomyślałam,żze zabłądziłam. Sprawdziłam numer klasy na planie, a potem na drzwiach. Niestety zgadzały się. Napewno pomyliłam budynki. Wyszłam na zewnątrz i znalazłam się na dziedzińcu otoczonym jednakowymi zabudowaniami z czerwonej cegły.
- Tori, zgubiłaś się?- rozległ się czyiś rozbawiony głos.
  Na ułamek sekundy stanęło mi serce,  z obawy, że to Styles. Szybko obróciłam się na pięcie. Uch... Co za ulga, przede mną stał Tomlinson.
- Lou! Boże, jak się cieszę, że cię widzę.-uśmiechnęłam się.- Nie mogę znajść gabinetu chemicznego, bo nie mam pojęcia, w którym on jest budynku... Błagam cię pomóż...
-Chodź zgubo, zaprowadzę cię.-odpowiedział na co obydwoje wybuchliśmy śmiechem. 
- Wielkie dzięki .- powiedziałam, gdy doprowadził mnie pod właściwe drzwi.
  Lekcja na szczęście się jeszcze nie zaczęła, ale sala była już prawie pełna. Rozejrzałam się i dostrzegłam dwie wolne ławki na końcu sali. Jedną z nich ustawiono dosyć daleko od wejścia, za ławką, w której siedział przystojny brunet, którego jeszcze nie zdążyłam spotkać. Druga ławka stała naprzeciwko. Zgadnijcie kto w niej siedział? Oczywiście nie kto inny jak Harry Styles. Wahałam się tylko przez chwilę. Szybko przeszłam obok tego tępaka i usiadłam za przystojnym nieznajomym.
 Nagle chłopak przede mną odwrócił się i powiedział:

- Czy masz pożyczyć niebieski długopis na chwilę?- uśmiechnął się przy tym słodko.
- jasne.- podałam mu z olśniewającym uśmiechem.
- Witaj ślicznotko.-powiedział, oglądając mnie od stóp do głów.- Jak się naxywasz?
-Victoria, Victoria Edwards.
 Poczułam, że mój uśmiech  przygasa, a on niczym zrażony dalej się na mnie gapi.
- Jestem Nathan Sykes.-powiedział. -Nie sądzę, abym widził cię przedtem w szkole Tori. Nigdy nie zapomniałbym takiej ładnej dziewczyny.
- Nie widziałeś. Jestem tutaj nowa.
- No więc witaj w Londynie Czuję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.
 Jego palce dotknęły moich, gdy oddawał mi długopis i czułam, że zrobił to z oczywistym zamiarem. Wiedziałam, zę na stuwę nie chcę, abyśmy stali się "dobrymi przyjaciółmi" i prawie zdecydowałam się przesiąść na inne miejsce. Prawie, ale nie całkiem...
  Nsstępne kilka minut próbowałam ochłonąć po rozpowie z Nathanem, jednocześnie słuchając, co mówi nauczyciel, co wcale nie ułatwiało mi zadania. Poczułam nieopisaną ulgę, gdy zadzwonił dzwonek. Ruszyłam do drzwi, aby wyjść przed Stylesem i Sykesem. Kiedy dotarłam do szafki, Nathalie i Louis już tam byli.



- I jak tam Tori? Nigdzie nie zabłądziłaś?-uśmiechnęła się do mnie moja  kochana kuzyneczka.
- Nie, dzięki Lou.-odpowiedziałam.- Nie mogłam znajść tego gubiego gabinetu chemicznego, ale Louis mnie zaprowadził. Jaką masz następną lekcje Nath?
 Nathalie sprawdziła plan, po czym powiedziała: 
-Angielski z panem Ryan. Co ty na to?
-Zajebiście! Bałam się, że nie będziemy mieć razem już żadnych zajęć.
  Chwyciłyśmy się pod ramiona i poszłyśmy do klasy. Kiedy usiadłyśmy zapytałam Nathalie:
- Co wiesz o Nathanie Sykes'ie?
Jęknęła.
-O, nie. Już go poznałaś?
-Mamy wspólnie zajęcia chemiczne. Właściwie siedzę tuż za nim. Myślę, że spoko i dość miły no i oczywiście zajebiście przystojny...
-Ooo tak.-zgodziła się Nath.-I wie o tym doskonale. Myśli, że każda laska za nim szaleje. Gdy tylko dorwie jakąś wolną dziewczynę, oplata ją jak kałamarnica.
-Że jak co?
-Jak kałamarnica. No młotku, no wiesz, taka z ośmioma ramionami.
-Nath... Kałamarnice mają dziesięć ramion. Chyba myślałaś o ośmiornicy. Pamiętasz z biologii?
-Kurdę, Tori! Zapomnij o biologii. Próbuję cię ostrzec, bo Nathan Sykes z pewnością będzie się chciał z tobą umówić. Posłuchaj mojej rady-nie IDŹ! Znajdź jakieś usprawiedliwienie. Ten debil nie znosi odmowy.-miała przy tym strasznie poważną minę.
 W trzydzieści minut później zadzwonił dzwonek i zakończył się mój pierwszy dzień w szkole w Londynie.
    Kurdę, co to był za dzień! Prawie się zgubiłam, zostałam odnaleziona, niechcący poderwałam chłopaka i byłam prześladowana na każdym kroku przez Harry'ego Styles. Jeśli to wszystko zdarzyło się tylko w ciągu paru godzin, to co będzie później?


______________________________________________________



  Witam Was kochani z drugą częścią! :D Wiem,  że szału nie ma, ale dopiero się rozkręcam.  Kocham Was i życzę dobrej nocki...






                                                                                                                           Kate

wtorek, 14 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 3 CZĘŚĆ 1 “ Utopiona w czerni nocy, zagubiona w świetle dnia “



      CZYTASZ===KOMENTUJESZ!!!! 
    Pierwszy dzień w szkole, a właściwie połowę dnia zajęło mi odnalezienie swojej klasy, zabranie książek, odszukanie mojej szafki i inne tego rodzaju głupie rzeczy. Mama odwiozła mnie rankiem do szkoły.
-Zdenerwowana?-zapytała, gdy dojeżdżaliśmy do centrum.
-Trochę.-Powiedziała,. choć tak naprawdę chciałam krzyczeć z przerażenia.
-W końcu poznałaś parę osób. Znasz Nathalie i Louis'a, oraz tego chłopaka, kochanie jak on to miał na imię?
-Harry...
-No więc masz kilku przyjaciół.
-Mamo, jeżeli w tej szkole znajdę więcej takich przyjaciół jak Harry, to doprawdy będzie to zajebiście wyjątkowa szkoła!
   "No to mnie pocieszyło. Dziękuje mamo..." Pomyślałam i przewróciłam oczami. 
-Czy z nim jest coś nie tak?- zapytała mama.
-Jakby to powiedzieć... Po prostu trudno to wyjaśnić, jak go poznasz to zrozumiesz...
-Chciałabym być w domu jak zaprosisz go do nas, ale niestety rodzice Nathalie prosili mnie i ojca o przyjazd do nich  podpisanie jakiś dokumentów... O. popatrz! To już tutaj.-zawołała mama patrząc ze wzruszeniem na szkołę, do której sama chodziła dwadzieścia sześć lat temu.
-Nic się na zewnątrz nie zmieniła.- zauważyła zdziwiona.
  Musiałam przyznać, że szkoła wyglądała imponująco. Ale ten wielki budynek przypominał labirynt po którym ani ja, ani mama nie umiała się poruszać. Chodniki prowadziły do zabudowań, przy których tłoczyło się mnóstwo nastolatków, którzy byli ubrani w drogie, markowe ciuchy. Spojrzałam na siebie... Cieszyłam się, że akurat zdecydowałam się na ten zestaw.

Czułam się zagubiona. Na szczęście Nathalie wybiegła mi na spotkanie, gdy tylko zauważyła nasz nadjeżdżający samochód.
- Och, Tori, będzie zajebiście!- powiedziała po odjeździe mamy, przytulając mnie.- Zajęłam dla ciebie szafkę. Chodź, to ci pokażę.
 Nathalie pociągnęła mnie za sobą po przez  szkołę, zatrzymując się często, aby przedstawić mi ludzi, których mijałyśmy w korytarzu. Wyglądało na to, że nie ma tutaj osoby, której by nie znała.
- Jesteśmy na miejscu kochana.-powiedziała w końcu. Palcem pokazała rząd metalowych szafek.- Numer 169.
- Nath, czemu nie chcesz szafki w lepszym miejscu?- zapytałam, ponieważ znając moją kuzynkę zawsze chciała to co najlepsze.
- To nie jest złe. Po za tym to jedyne wyjście, żebyśmy oboje, czyli ja i Lou mieli szafki blisko siebie. On ma numer 170. 
 Wow, moja kuzynka umie czasami używać tego co ma w głowie. Alee właśnie to mnie martwi. Coś tu nie gra.
- Gdyby Louis był dżentelmenem-zauwaźyłam.-odstąpiłby ci swoją szafkę w lepszym miejscu i nie zboczonym numerem.
Taa... Moje zboczone skojarzenia są dziwne... Zawsze w najmniej odpowiednij chwili muszą dać o sobie znać. 
-Cóż, chciał to zrobić, ale ja z kolei bardzo chciałam, abyśmy obydwie miały szafki blisko Lou i Hazzy, to znaczy blisko Lou...-zakończyła zmieszana
Wtedy zrozumiałam, kto podsunął taki zajebisty pomysł z tymi szafkami. Oczywiście kochany Harry. Lecz postanowiłam być spokojna i nie zaczynać kolejnej wojny z Nath...
-A swoją drogą, gdzie jest Louis?-zapytałam.
- Poszedł na parking wziąść kartę parkngową.-odpowiedziała.-Ano, ty też będziesz jej potrzebować jeśli chcesz przyjeżdżać autem do szkoły. Kosztuje podajże 5 funtów.
 Poczułam lód w żołądku, gdy dotarły do mnie słowa Nathalie. Jutro chciałam przyjechać do szkoły autem, ale nie siedziałam za kierownicą, w którym zderzyłam się z Harrym. Kurdę, nie zdawałam sobie sprawy, że nadal jestem przerażona widokiem wkurzonego krzykliego, głupiego neandertalczyka, który wyskoczył z samochodu. 
-Ziemia  do Tori!-głos Nath przywrócił mnie do rzeczywistości.-Chcesz tu tak stać?
- Przepraszam, zamyśliłam się
- No przecież nie możesz tu tkwić do jutra.-powiedziała.-Znam  ciekawsze sposoby spędzania czasu, więc rusz ten swój zgrabny tyłeczek i w drogę.
Zaśmiałyśmy się obydwie. Po czym poszłyśmy do klasy. Znalazłam się w tłumie nieznanych mi ludzi. Pierwszą lekcją była historia Wielkiej Brytani. Nauczyciel sprawdził obecność i rozdał książki, ja wzięłam swoją i schowałam do szafki. Moje obawy się potwierdziły. Harry na moje nieszczęście, też był tutaj, właśnie chowałał do swojej szafki, ktora była na wprost mojej.
- No, no...-powiedział.- Przecież to nasza kochana niszczycielka Tori. Zignorowałam go zupełnie i nadal klęczałam przed swoją szafką.
- Czy na kolanach mnie prosisz o wybaczenia za za chamskie potraktowanie mojego ślicznego samochodziku?-kontynuował.
- Taa, jasne. Chciałbyś...-odpowiedziałam z godnością oraz pogardą skierowaną do niego, na jaką było mnie stać w tej sytuacji. Potem już nie odezwaliśmy się do siebie. On poszedł do swojej klasy na następną lekcję, a ja po przerwie miałam algebrę. 
 Nauczyciel rozdał książki i wkrótce zaczęłam szukać długopisu w torbie, by napisać swoje nazwisko na wewnętrznej stronie okładki. Kiedy już odnalazłam zgubę otworzyłam książkę. Na pierwszej stronie widniało nazwisko użytkownika książki z poprzedniego roku- Harry Styles. “To się musi źle skończyć.“-pomyślałam-"Ciągle natykam się na tego debila.“

_____________________________________________________


 Przepraszam Was bardzo, że dopiero teraz pojawia się ten rozdział,ale nie pisałam długo bo najpierw były problemy z blogspotem, a później, laptop zebcuty i sprawy rodzinne. Ten rozdział dawno napisałam i już powinien być , a dopiero dzisiaj wchodzę i patrzę, że jest tylko w roboczych. Moja mina to takie WTF, no ale zawsze spoko...xD



                






Szablon by S1K